niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 52

*Oczami Pauliny*                                                                            13.12.2014r.

Ugh...ta angielska pogoda... Zimno, wieje... dobrze, że chociaż deszcz nie pada. No ale ten śnieg. Co mnie podkusiło, żeby podkraść Dominice tą przeklętą kieckę? Powoli zaczynam tego żałować. O dlaczego ona, do cholery, musi być taka krótka i wąska? Jak ona i Patrycja mogą w czymś takim w ogóle chodzić?! Domi wygląda w niej dużo lepiej niż ja. Jest taka ciasna, że chyba zaraz ją podrę. Dominika mnie zabije, że w ogóle ją pożyczyłam bez jej zgody, tym bardziej, że jest w LA, a ja buszuję po jej szafie. Chyba Harry będzie musiał mnie ratować przed plagą jej słów, które już sobie wyobrażam.

-Kurwa! - zaklęłam, kiedy szpilka ugrzęzła mi w jakiejś szparze w chodniku. Na cholerę wzięłam te szpilki Patryśki? Są tak potwornie niewygodne. Przecież w nich nie da się chodzić, a ona nieraz w nich biegała po schodach i mieszkaniu i  jeszcze tańczyła. No, wychodź! Jest. Wreszcie wyciągnęłam ten głupi obcas. Kątem oka go obejrzałam. Nic mu się nie stało, ale muszę bardziej uważać, jeśli chcę być cała. Weszłam do umówionego klubu. Przecisnęłam się brzegiem parkietu, odmawiając już kilku napaleńcom i podeszłam w okolice baru i stolików, gdzie muzyka była cichsza. Rozejrzałam się i zobaczyłam machającą rękę. Odmachałam z wymuszonym uśmiechem i podążyłam w tamtą stronę.

-Cześć, Ross. - przywitałam się z blondynem całusem w policzek.

-Hej. Nie będzie ci przeszkadzało, że zaprosiłem kilku przyjaciół? - to brzmiało bardziej jak stwierdzenie niż pytanie. Przez telefon mówiłeś, że będziemy tylko we dwoje. Zdrajca! Spojrzałam na siedzenie. Błagam, tylko mi nie mów, że ta dziwna parka to twoja paczka. -To jest Bros, a to DJ D. - wskazał na nich, a potem na mnie. -A to moja dzisiejsza laska, Paulina.

Dzisiejsza laska?! Co ty sobie, koleś, wyobrażasz?! Mam nadzieję, że to było tylko przejęzyczenie.

-Bros. - wysoka dziewczyna z niebieskimi włosami i kolczykami w wardze, nosie, o uszach już nie wspominając, podała mi rękę. Lekko ją uścisnęłam, gdyż bałam się jej długich tipsów w oczojebnym zielonym odcieniu. Bros? Bros?! To jest twoje imię? Maatko... w Polsce tak nazywa się środek przeciw owadom. No ale to nie jest Polska, pamiętaj o tym, Paulina.

-Mów mi "D", mała. - gruby, niski i łysy koleś z wytatuowaną szyją i rękami puścił do mnie oko i chciał mnie pocałować "na powitanie", ale szybko i pewnie wyciągnęłam do niego rękę, ku jego niezadowoleniu. Usiedliśmy i wypiliśmy wspólnie kilka drinków. Właściwie to ja wypiłam kilka, bo tych hektolitrów wlanego w nich alkoholu nie można nazwać "kilkoma". Ross też wyglądał już na lekko zalanego. Nawalili się tak, zupełnie nie zwracając na mnie uwagi. I dobrze. Nie miałam najmniejszej ochoty rozmawiać z tymi dwoma dziwakami. Dziewczyna z każdą minutą siedziała bliżej mnie i w pewnym momencie zarzuciła mi rękę na ramię, wyciągając uprzednio coś z torby.

-Zapalisz, kochanie? - położyła na stoliku skręta i wskazała na niego, uśmiechając się dziwacznie. Spojrzałam na jej dłoń i zauważyłam 2 tatuaże na jej palcach: "I'm not bitch..." i " ...but I love sex". Jezuuu...zabierzcie mnie stąd. A ty, odsuń się ode mnie, nimfomanko.

-Nie, dzięki. Może innym razem. - pokręciłam głową, patrząc na tonę tapety na jej twarzy. Skłamałam, że innym razem. W życiu bym nie wzięła tego świństwa do ust. Truj się sama, tapeciaro.

-Dobra, jak chcesz. - tym razem przysunęła się do łysego, zdejmując rękę z mojego ramienia, a zarzucając ją na jego bark. Włożyła skręta do ust, a facet podpalił go zapalniczką i położył dłoń na jej talii. Wyjęłam komórkę, chowając ją pod blatem stolika. Może jak puszczę jakiś dzwonek, pomyślą, że ktoś do mnie dzwoni i będę mogła zwiać. Odblokowałam telefon i upadł na podłogę. Schyliłam się pod stół, żeby go podnieść i zobaczyłam buty tej laski. Boże, czy ona pożycza je od Lady Gagi? Przecież ta megaszpilka ma chyba dwadzieścia parę centymetrów, kiedy moje, a raczej Patrycji buty mają jakieś osiem, no może dziewięć centymetrów. To i tak były najniższe, jakie proponowała mi szatynka. Na myśl o tym zaczęły boleć mnie nogi od tego niewygodnego obuwia. Albo ona zabije mnie za to, że je wyrzuciłam albo złamałam obcas, albo ja ją za to, że mi je zaproponowała. Jest jeszcze trzecia opcja: ja wywalę się w nich. 2:1 dla Patryśki i jej butów, bo to ja mam większe szanse na uszczerbek na zdrowiu. Podniosłam telefon i usiadłam ponownie. Nawet nie zwrócili na mnie uwagi, więc numer z komórką by nie przeszedł. Muszę się jakoś wyrwać, nie zniosę tego dymu papierosów, skrętów i jakichś dziwnym perfum DJ D.

-Może  zatańczymy? - puknęłam lekko Rossa w ramię. Spojrzał na mnie kompletnie szklistymi oczami i zmarszczył brwi. Dopiero po kilku sekundach zrozumiał, co powiedziałam.

-Aaa... taniec... Jasne, jak chcesz, to chodźmy.

Wstaliśmy i mi już też drinki zaczęły uderzać do głowy. Wcisnęliśmy się w jakieś wolne miejsce na parkiecie blisko tylnego wyjścia i zaczęliśmy się niezdarnie ruszać. Chłopak przycisnął mnie do siebie i zaczął dłońmi gładzić moją talię. Oparł swoją zmęczoną głowę na moim ramieniu i myślałam, że zasnął, kiedy spowolnił swój taniec, ale jego dłonie powoli wędrowały po moich plecach w dół. To nie był przyjemny dotyk. Te pocałunki też w niczym nie przypominały tych magicznych, którymi obdarzał mnie Niall. Jego były delikatne, bardzo przyjemne, a Rossa takie... nachalne. czasami chciałam, żeby tamten był trochę ostrzejszy, bardziej stanowczy. Ale nie taki jak Lynch. Ale Horan to już przeszłość! Przestań o nim myśleć, Paulina. Przestań! Lekko odsunęłam obie dłonie chłopaka, które zbliżały się do moich pośladków, ale jego to zachęciło jeszcze bardziej.

-Ross! - podniosłam głos już lekko zaniepokojona, co nie ochłodziło niestety jego zapędów. Nie podoba mi się to. Nagle zostałam odklejona od chłopaka i przeciągnięta za czyjeś plecy.

-Ej, co jest?! - Ross zachwiał się lekko zezłoszczony.

-Zostaw ją. - przede mną także stał blondyn, który warknął pewnie na tamtego. Nie, proszę. Tylko nie on. Niech to nie będzie on.

-Odsuń się, koleś. Ona jest ze mną. - Ross próbował go przesunąć, ale ten się nie dał. Bez słowa odwrócił się w moją stronę i teraz już mogłam wyraźnie dostrzec jego twarz. Kamienną twarz.

-Idziemy. - szarpnął mnie za rękę i poprowadził w stronę wyjścia. Zanim zdążyłam nawet pomyśleć o proteście, byliśmy już na zewnątrz.

-Nigdzie nie idę. - wyrwałam swoją dłoń z jego i zatrzymałam się. Zacisnął szczękę i wszystkie jego mięśnie się napięły. Jednak widocznie nie miał ochoty się ze mną wykłócać.

-Jak chcesz. - wzruszył ramionami i powolnym krokiem odchodził ode mnie. Co? To...nie będziesz protestował, zabierał mnie siłą ani nic z tych rzeczy? Ej, no... Zresztą... nie to nie. Dobra, zabawię się z tamtym.

-Tu jesteś, maleńka. - chwiejnym krokiem podszedł do mnie "mój kolega" i zarzucił mi na ramiona kurtkę, którą zostawiłam przy stoliku wewnątrz. Zbliżył swoje usta do moich, żeby mnie pocałować, ale w jednej chwili pojawił się Niall i pewnie odsunął ode mnie pijanego chłopaka. Tym razem był naprawdę wściekły. Ross nie był w stanie się bronić, a Horan jednym ruchem prawego sierpowego powalił go na ziemię.

-Niall, zostaw go!

On teraz naprawdę mógł mu zrobić krzywdę. Usiadł na nim okrakiem i zaczął obijać pięściami jego twarz. Podeszłam do blondyna i ścisnęłam mocno jego ramię, starając się zachować spokój, choć wewnątrz się we mnie buzowało.

-Pójdę z tobą! - krzyknęłam, ale mój głos nie brzmiał przekonująco. Nigdy nie miałam przekonującego głosu, w przeciwieństwie do dziewczyn. Niall jednak doskonale usłyszał. Szybko zabrałam dłoń z jego barku, kiedy odwrócił głowę w moją stronę. Cały czas jego mina nie wyrażała żadnych emocji. Był poważny. W środku wściekły, ale na zewnątrz cholernie poważny. Zupełnie jak nie on. Bez słowa wstał i wziął mnie za rękę, prowadząc w stronę auta. Nawet nie obejrzał się do tyłu, gdzie próbował wstać Ross. Może to dobrze, że mnie trzyma. Przynajmniej w jakimś małym stopniu utrzymywałam równowagę. Nadal szłam niezgrabnie i byłam na siebie wściekła, że jestem zdana akurat na niego. Że widzi mnie w takim stanie. Że teraz się mną zajmuje. Że dałam mu wyraźnie do zrozumienia, że jest mi potrzebny i nie umiem dać sobie rady bez niego. Że to akurat on musiał mnie ratować. Ale... właściwie dlaczego to zrobił? -Dlaczego? - zapytałam cicho, spuszczając głowę i spoglądając na mój strasznie krzywy chód. Podczas tego krótkiego spaceru wywaliłabym się w tych butach chyba z dziesięć razy. Powinnam dostać jakąś nagrodę za to, że jeszcze mam zęby. Jednak zanim spojrzałam na niego, aby uzyskać odpowiedź, jeden obcas utknął w jakiejś pieprzonej dziurze. Znowu. O, dzięki ci. Jasne, jeszcze niewystarczająco się przed nim skompromitowałam. -Kurwa. - zaklęłam, zatrzymując się w miejscu. Zdecydowanie powinnam ograniczyć przekleństwa. Kiedyś tak nie mówiłam. Nawet jeszcze wtedy, kiedy z nim byłam. Skąd mi się to wzięło? To pewnie skutek moich nocnych wyzywań na niego. Nieźle się też podszkoliłam od chłopaków, a nawet dziewczyn. Kur..... um... to znaczy kurczę, wyłaź... do cholery! Westchnęłam głośno, przewracając oczami. Dopiero teraz puściłam jego rękę, która mocno do tej pory trzymał. Starałam się nie patrzeć na blondyna, który bezczynnie stał i gapił się na moje zmagania. Miał kamienną twarz, ale mimo to nie udało mu się ukryć rozbawienia w oczach. No cóż, nie mam innego wyjścia. Wyjęłam stopę ze szpilki. Och, co za ulga. Głupio to przyznać, ale... dosyć zabawnie wygląda taki but utknięty w chodniku.... Z wielkim trudem powstrzymałam śmiech, ale uśmiech jednak wymalował się na mojej twarzy. Schyliłam się i pociągnęłam. Nawet nie drgnął. Dobra, tym razem się uda. Pociągnęłam mocniej i tym razem owszem, wyszedł. Ale but i obcas były osobno. Kurwa, już po mnie. Ona mnie zabije. Stałam z dwoma częściami w ręku i słyszałam za mną ciche parsknięcie śmiechem, które od razu zostało stłumione. Odwróciłam głowę w jego stronę,a on wziął mnie za rękę, starając się ukryć twarz i uśmiech. Jakoś doszliśmy do samochodu. Cała droga przebyła nam w milczeniu. Jak idiotka siedziałam w samochodzie z butem w dwóch częściach w dłoni, całkowicie zdana na jego łaskę. Wyszliśmy z auta i poszłam prosto pod prysznic. Nieco wytrzeźwiałam i w piżamie podążyłam do swojego pokoju marząc tylko o tym, żeby mocno się przykryć i wyspać. Zamknęłam za sobą drzwi i upadłam na materac. Sięgnęłam dłonią obok poduszki po komórkę. Która tak właściwie jest godzina? 1:38. O, jak dobrze, że jutro sobota. Żadnego treningu, żadnego meczu, mogę spać cały dzień. Odłożyłam telefon i nadal leżałam w poprzek na kołdrze. Szybko stanęłam na równe nogi, kiedy drzwi otworzyły się i zamknęły. Niall od razu zamknął je na klucz, który schował w kieszeni od piżamy. On ma kieszenie w piżamie?!

-Czemu się z nim spotkałaś? - podszedł do mnie. Może byś chociaż zapukał, zapytał, czy możesz, cokolwiek?

-Po co tu przyszedłeś? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, oddalając się w stronę ściany.

-Żeby cię zapytać, po co się z nim widujesz. - stopniowo i powoli szedł za mną.

-Nie twoja sprawa. Mnie zupełnie nie interesuje, czy chodzisz na randki z Barbarą, Ellie, Demi czy kimkolwiek.

-Dlaczego spotkałaś się z nim dzisiaj? - nadal nie ustępował.

-Bo jest inny niż ty.

-A jaki? - zapytał wyraźnie zainteresowany.

-Władczy. - wypaliłam bez zastanowienia.

-A myślisz, że ja nie potrafię taki być? - uniósł jedną brew, przechylając głowę na bok.

-Nie wiem. - odpowiedziałam spuszczając wzrok, po czym zapanowała denerwująca cisza. -Czemu mnie stamtąd zabrałeś?

-Ponieważ nie chciałem, żeby ci tak robił. - nadal powaga i złość. Plecami poczułam już ścianę, a on stoi centymetry ode mnie. Niedobrze. Nie wiem, gdzie uciec. I w dodatku dupek ma klucz!

-Jak? - zapytałam zdezorientowana, marszcząc brew i przechylając głowę.

-Tak. - przycisnął mnie swoim ciałem, które było zupełnie inne niż Rossa. Przyjemniejsze. Cieplejsze. Mocno przywarł ustami do moich i pocałował mnie tak, jak jeszcze nigdy dotąd tego nie zrobił. Wyraźnie czułam jego język, który szukał mojego. Nieświadomie zacisnęłam dłonie na umięśnionych barkach. Mój umysł chciał go ode mnie odepchnąć, ale ciało nie miało najmniejszego zamiaru posłuchać. Wsunął swoje dłonie pod moją koszulkę i ulokował je na mojej talii. Nie zjeżdżał niżej. Nie wie, czy może. Wiem, że się waha. Szybko jednak oderwał wargi od moich. Za szybko. To był bardziej pocałunek ze złości niż z miłości. Oboje z trudem łapaliśmy oddechy, wpatrując się w siebie. Niemożliwe, że to zrobił. Że jest do tego zdolny.

-On tak nie zrobił. - odparłam po chwili. Serce waliło mi jak oszalałe, a klatka szybko unosiła się i opadała. Dopiero teraz się zorientowałam, że na moje nieszczęście jestem bez stanika. A on płasko do mnie przylega!

-Ale chciał zrobić.

-Tak? I co jeszcze chciał zrobić? - zapytałam zła, ale zaraz tego pożałowałam.

-Co jeszcze? Na przykład to. - ponownie mnie pocałował, jeszcze bardziej przywierając do mnie całym ciałem. Jeszcze nigdy nie byliśmy ze sobą tak blisko. Tym razem jednak błądził dłońmi pod koszulką po całych moich plecach i brzuchu. Tak ładnie pachnie. Mimowolnie wplotłam palce w mięciutkie blond kosmyki. Jego palce wywoływały iskry na mojej skórze. Pierwszy raz tak się zachowuje. I pierwszy raz ja czuję się tak... niesamowicie. Dziwnie... Ta szybko jak się przy mnie znalazł, tak szybko się ode mnie odsunął. -Jeśli by potrafił, oczywiście. - zadrwił, czym mnie naprawdę wkurzył

-Tak? A czy Barbara potrafiłaby tak? - tym razem to ja mocno wpiłam się w te różowe, kuszące, irlandzkie usta. Położyłam dłoń na jego klatce i prowadziłam go tyłem, aż przywarł plecami do drzwi. Znowu wsunął dłonie pod moją bluzkę i jednym kciukiem niespiesznie prowadził wzdłuż kręgosłupa. Całe moje ciało przeszły ciarki, ale nie dam mu za wygraną. To chyba alkohol dodał mi odwagi, bo na trzeźwo w życiu bym czegoś takiego nie zrobiła, co mam zamiar. Palcami lekko przejechałam po jego kroczu. Wydał z siebie niskie, przeciągłe jęknięcie w moje usta. Przestałam go całować i lekko ścisnęłam tam, o czym zaczęłam delikatnie masować. Wszystko oczywiście przez materiał spodni i bokserek. Patrzyłam z satysfakcją, jak mam nad nim pełną kontrolę. Chociaż raz. Punkt dla mnie. Postanowiłam go podręczyć jeszcze trochę. Gdy poczułam, że pod moją dłonią coś twardnieje i unosi się, przejechałam lekko kciukiem i zabrałam rękę. A męcz się, palancie. Nie pozwolę ci dojść. Nie dzięki mnie.

-Nie mam pojęcia, czy ona by to umiała. A tego nauczył cie Ross? - wysapał, kiedy wreszcie złapał oddech i otworzył oczy. Aż się we mnie zagotowało, choć sama byłam w szoku, że tak umiałam.

-Gnojek. - rzuciłam półgłosem, odsuwając się od niego, ale to nic nie dało, bo szybko mnie obrócił i teraz ja ponownie stałam przyciśnięta do drewnianej powłoki. To już powoli staje się nudne.

-A czy twój Ross potrafiłby zrobić tak? - dosłownie przyssał się do mojej szyi w miejscu, gdzie styka się z ramieniem. Próbowałam stłumić, ale nie udało mi się i wydałam z siebie jedno krótkie, zdradzieckie jęknięcie. Boże, co on ze mną wyprawia? Przygryzł skórę i po chwili dotknął jej mokrym językiem. Ostatni raz pocałował mnie namiętnie i przygryzł moją dolną wargę, pociągając ją lekko. Odsunął się, patrząc na mnie ze złością w oczach. Czy może pożądaniem? Nie wiem. Schylił się do mnie, by otworzyć kluczykiem drzwi i przy okazji dmuchnął zimnym powietrzem na palące miejsce. -Odsuń się. - powiedział oschle i chłodno. Przesunęłam się i otworzyłam mu drzwi, nadal zszokowana.

-Nie powinno cię tu być. - mruknęłam, nie mogąc na niego spojrzeć, więc utkwiłam wzrok w podłodze. Bez słowa i z poważną miną wyszedł, po czym głośno zamknęłam za nim drzwi i oparłam się o nie. Serce nadal nie chciało się uspokoić. Przyłożyłam dłoń do gorącego miejsca na szyi i przygryzłam wargę, którą przed kilkoma sekundami przygryzał on. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Dlaczego on tak na mnie działa? Przecież już nie jesteśmy razem. Zsunęłam się po powłoce na podłogę. To wszystko było takie dziwne. Wszystkie możliwe myśli błądziły mi po głowie. Byłam wściekła. Co się tak właściwie, do jasne cholery, przed chwilą wydarzyło?!






Piosenka do rozdziału:
Liam:
Lately I found myself thinking
Been dreaming about you a lot
And up in my head I’m your boyfriend
But that’s one thing you’ve already got

Harry:
He drives to school every morning
While I walk alone in the rain
He’d kill me without any warning
If he took a look in my brain

Zayn:
Would he say he’s in L-O-V-E?
Well if it was me then I would, I would
Would he hold you when you’re feeling low
Baby you should know that I would, I would

Wszyscy:
Would he say he’s in L-O-V-E?
Well if it was me then I would, I would
Would he hold you when you’re feeling low
Baby you should know that I would

Niall:
Back in my head we were kissing
I thought things were going alright (alright)
With a sign on my back saying ‘kick me’
Reality ruined my life

(on the top of the world)

Louis:
Feels like I’m constantly playing
A game that I’m destined to lose
Cause I can’t compete with your boyfriend
He’s got 27 tattoos

Zayn:
Would he say he’s in L-O-V-E?
Well if it was me then I would, I would
Would he hold you when you’re feeling low
Baby you should know that I would, I would

Wszyscy:
Would he say he’s in L-O-V-E?
Well if it was me then I would, I would
Would he hold you when you’re feeling low
Baby you should know that I would, I would, I would

Louis:
Would he please you?
Would he kiss you?
Would he treat you like I would? (Zayn: Like I would)
Would he touch you?
Would he need you?
Would he love you like I would?

Harry:
Would he say he’s in L-O-V-E?
Well if it was me then I would
Would he hold you when you’re feeling low
Baby you should know that I would

Louis (i Zayn):
Would he please you? (Would he please you)
Would he kiss you? (Would he kiss you)
Would he treat you like I would? (Like I would)
Would he touch you? (Would he touch you)
Would he need you? (Would he need you)
Would he love you like I would? (Like I would)

Wszyscy:
Would he say he’s in L-O-V-E?
Well if it was me then I would, I would (I would)
Would he hold you when you’re feeling low
Baby you should know that I would, I would yeah, I would yeah.
Liam:
Ostatnio przyłapałem się na myśleniu
Że bardzo dużo o Tobie marzę
I w mojej głowie jestem twoim chłopakiem
Ale to jedna rzecz, którą już masz

Harry:
On jeździ do szkoły każdego ranka
Podczas gdy ja idę samotnie w deszczu
Zabiłby mnie bez ostrzeżenia
Jeśli zerknąłby do mojej głowy

Zayn:
Czy mówi ci, że jest zakochany?
Cóż, gdybym to był ja, zrobiłbym to, zrobiłbym to
Czy przytula cię, gdy czujesz się źle?
Kochanie, powinnaś wiedzieć, że ja bym to zrobił,

Wszyscy:
Czy mówi ci, że jest zakochany?
Cóż, gdybym to był ja, zrobiłbym to, zrobiłbym to
Czy przytula cię, gdy czujesz się źle
Kochanie, powinnaś wiedzieć, że ja bym to zrobił

Niall:
W mojej głowie całowaliśmy się
Myślałem, że sprawy rozwijały się dobrze
Z napisem na moich plecach, mówiącym „kopnij mnie”
Rzeczywistość zrujnowała moje życie

(jestem na szczycie świata)

Louis:
Wygląda to tak, jakbym nieprzerwanie grał
W grę, w którą przeznaczone jest mi przegrać
Ponieważ nie mogę konkurować z twoim chłopakiem
On ma 27 tatuaży

Zayn:
Czy mówi ci, że jest zakochany?
Cóż, gdybym to był ja, zrobiłbym to, zrobiłbym to
Czy przytula cię, gdy czujesz się źle?
Kochanie, powinnaś wiedzieć, że ja bym to zrobił,

Wszyscy:
Czy mówi ci, że jest zakochany?
Cóż, gdybym to był ja, zrobiłbym to, zrobiłbym to
Czy przytula cię, gdy czujesz się źle
Kochanie, powinnaś wiedzieć, że ja bym to zrobił

Louis:
Czy on Cię zaspokaja?
Czy on Cię całuje?
Czy on Cię traktuje tak, jak ja bym to robił?
Czy on Cię dotyka?
Czy on Cię potrzebuje?
Czy on Cię kocha tak, jak ja bym to robił?

Harry:
Czy mówi ci, że jest zakochany?
Cóż, gdybym to był ja, zrobiłbym to
Czy przytula cię, gdy czujesz się źle
Kochanie, powinnaś wiedzieć, że ja bym to zrobił

Louis i Zayn:
Czy on Cię zaspokaja?
Czy on Cię całuje?
Czy on Cię traktuje tak, jak ja bym to robił?
Czy on Cię dotyka?
Czy on Cię potrzebuje?
Czy on Cię kocha tak, jak ja bym to robił?

Wszyscy:
Czy mówi ci, że jest zakochany?
Cóż, gdybym to był ja, zrobiłbym to, zrobiłbym to
Czy przytula cię, gdy czujesz się źle
Kochanie, powinnaś wiedzieć, że ja bym to zrobił  





Ach..ostatnio coś dużo się dzieje w tych rozdziałach :D Opierają się głównie na przypieraniu do ścian xD Nie spodziewaliście się takiego Nialla  w wersji bad-boy, a już tym bardziej Pauliny? Ona taka bad-girl? :D Gify tylko 2, bo to heroiczne zadanie, żeby znaleźć tego wiecznie uśmiechniętego blondaska w smutnym albo tym bardziej złym nastroju. Ale mam nadzieję, że Wam się podobało i liczę, że swoją opinię wyrazicie w komentarzach.


Harry: 
Gdyby mógł być kobiecą celebrytką przez jeden dzień byłby Tiną. 



Liam:
Liam płakał na filmie "Marley i ja" {Marley and Me}. <to tak jak ja, aż wstyd się przyznać, ale ryczałam jak bóbr xD jednak mam coś wspólnego z Daddy'm :) >

Niall: 
Jedyną rzeczą, która mu się w sobie podoba są oczy.

Zayn:
 Zayn: naprawdę nie lubię czytać. Jedyną rzeczą jaką czytam z uśmiechem to wiadomości przysyłane mi od fanów. < i taki mały gif ze zjaranym Zenem xD>

Louis:
Zawsze bądź miłym dla ludzi, nawet jeśli dla ciebie są źli. Pokaż, że nie jesteś jak oni. ~ Louis 


Mrs. Carrot 



CZYTASZ = KOMENTUJESZ
tak tylko na wszelki wypadek :)


PS. Jeszcze jedna wiadomość na koniec :) Będzie niedługo nowy wygląd bloga. Tzn. nagłówek na pewno, a reszta... się zobaczy :D Zmienię też nazwę, ale adres pozostanie ten sam. Mam nadzieję ( ja to chyba tylko nadzieją żyję, a za nadzieję się rodziny nie wyżywi! xD), że spodoba wam się nowy wygląd i nazwa :D

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 51

*Oczami Harry'ego*

-Harry! Harry, zobacz! - podniecona Dominika szarpała mnie za ramię, gdy w oknie ukazał się widok z ogromnym napisem "Hollywood".

-Tak, widzę, spokojnie. - zaśmiałem się pod nosem.

-Harry, uśmiechnij się, chcę ci zrobić zdjęcie.

-Teraz, kiedy prowadzę?

-A czemu nie?

-No dobra, ale jak spowoduję wypadek, to będzie twoja wina.

-A widzisz te palmy? Są wielkie. Jejku, jak tu jest niesamowicie!

-Do, proszę cię...

-Co? - niechętnie oderwała wzrok od szyby, odwracając się w moją stronę.

-Jesteśmy tu dopiero niecały dzień, a ty zachwycasz się wszystkim, co zobaczysz.

-Bo tu jest cudownie! Te wszystkie widoki, ogromne budowle, miliony neonowych światełek! W życiu czegoś takiego nie widziałam.

-Cieszę się, że ci się podoba.

-Hazzuś, tak ci dziękuję, że mnie tu zabrałeś! Jesteś kochany. - samochód lekko się zachwiał, kiedy dziewczyna rzuciła się mi na szyję i mocno przycisnęła swoje usta do mojego policzka.

-Hej, hej, hej! Uważaj, prowadzę. - starałem się powstrzymać uśmiech wkradający się na moją twarz.

-Przepraszam, już ci nie przeszkadzam. - odparła z udawanym oburzeniem. Zaparkowałem samochód, przekręciłem kluczyki w stacyjce i zaciągnąłem hamulec ręczny. Odpiąłem swój i jej pas i odwróciłem się w stronę Domi, wskazując palcem na wysoki, rozświetlony budynek.

-Podoba ci się ten hotel?

-Ten? - obejrzała go od góry do dołu. -Wow, jest ogromny. Chyba tylko milionerzy tu nocują. - otworzyła buzię ze zdziwienia, nie mogąc się napatrzeć na obiekt za szybą.

-To dobrze, że ci się spodobał, bo tu zostajemy.

-Tutaj?! - szeroko otworzyła oczy. -No chyba źle się czujesz.

Wzruszyłem ramionami z uśmiechem. Wysiadłem z auta i przeszedłem na drugą stronę, by po chwili otworzyć drzwi Dominice. Nadal wpatrywała się w budynek z otwartymi ustami. Zasłoniłem jej ten widok, jedną ręką opierając się o drzwi, a drugi łokieć umieszczając na dachu samochodu.

-Wow, nadal nie mogę uwierzyć, że tam wejdę i przenocuję.

-To uwierz, bo spędzimy tu calusieńki tydzień. - oznajmiłem dumny z siebie.

-Cały tydzień?! - powtórzyła po mnie z niedowierzaniem. -Tutaj, w tym cholernie drogim...czymś? W Los Angeles? Z Harry'm Styles'em?! O ja pierdolę...

Pokiwałem głową ze śmiechem i złapałem jej małą dłoń w swoją. Pomogłem jej wysiąść, co nie było łatwe, zważając na sukienkę i buty na obcasach. Przez ramię pilotem zamknąłem samochód, po czym wydał on z siebie piknięcie i zamigotał światłami. Weszliśmy do wielkiego holu poprzez ogromne, szklane drzwi, które rozsunęły się przed nami. Stąpaliśmy po śnieżnobiałym dywanie, który kontrastował z czarnymi płytkami podłogi.

-O, witaj, Harry. - od razu powitała mnie z uśmiechem młoda blondynka zza wysokiej lady, do której podeszliśmy.

-Miło cie widzieć, Meg. - odwzajemniłem uśmiech, ale szybko przeszedłem do rzeczy. -Zamawiałem niedawno pokoje.

-Ach, tak. - zerknęła w ekran komputera niezbyt zadowolona z tego, że nie dałem się wciągnąć w dalsze pogaduszki. -Faktycznie, apartament C19, zgadza się. - zdawała się dopiero teraz zauważyć moją towarzyszkę, która uważnie skanowała kobietę po drugiej stronie blatu. -Miłego pobytu, Harry i...pani. - z trzaskiem położyła kartę od apartamentu przed nami i  uśmiechnęła się do mnie nadzwyczaj szeroko, po czym formalnie skinęła głową do dziewczyny obok mnie, która bez żadnych pożegnań czy podziękowań obróciła się na pięcie i stukając obcasami o posadzkę, odeszła kilka kroków.

-Dzięki, Meg. - rzuciłem szybko i już miałem odejść, gdy przypomniała mi się jedna rzecz. Nachyliłem się lekko do blondynki. -Słuchaj, mam jeszcze jedno małe pytanie. Czy to, o co prosiłem jest już przygotowane?

-Tak, wszystko czeka już na ciebie. Um.. to znaczy na was. - poprawiła się niechętnie.

-To super. Dzięki jeszcze raz. - wziąłem kartę, włożyłem ją do tylnej kieszeni spodni i podszedłem do Domi. -Hej, już jestem.

-To nie uciąłeś sobie pogawędki z panną Meg? - zapytała z nieukrywaną złośliwości, na co tylko uśmiechnąłem się, kręcąc głową. Nacisnąłem guzik na metalowym panelu na ścianie i po kilku sekundach otworzyły się metalowe drzwi windy. Weszliśmy do środka. -Skąd się znacie?

-Kiedyś chodziliśmy razem do jednej szkoły. - wzruszyłem ramionami.

-Widocznie bardzo dobrze cię zapamiętała. Tak się przy tobie wypinała i prężyła...

-Oj, ty zazdrośniku. Nie ma o czym gadać. - złapałem ponownie jej dłoń z rozbawieniem. Kiedyś ta blondynka próbowała mnie poderwać, ale jakoś nie byłem nią specjalnie zainteresowany. Nacisnąłem odpowiedni przycisk i winda ruszyła w górę.

-Czy to cholerstwo ma aż 19 pięter? - zapytała zdziwiona dziewczyna.

-Po pierwsze to hotel, a po drugie to nie, bo ma ich 25. - odparłem rozbawiony.

-Ile?! O kur...

Po niecałej minucie winda się zatrzymała, z drzwi rozsunęły. Przeszliśmy przez korytarz i zatrzymaliśmy przez oznaczeniem C19. Wyjąłem z tylnej kieszeni kartę, którą przesunąłem przez czytnik. Uroczyście otworzyłem drzwi i przesunąłem się, gestem ręki wskazując wnętrze.

-Zapraszam do środka.

-Ja pierdzielę... Ile jest tu kasy wpakowanej... - po chwili weszła i delikatnie przejechała dłonią po meblach, jakby nie wierzyła, że są prawdziwe, jednocześnie rozglądając się dookoła. Jednak odwróciła się do mnie zaniepokojona. -Harry, tu jest drogo jak cholera. Przecież ty zbankrutujesz.

-Oj, Dominika, nie martw się. - podszedłem do niej i objąłem ramieniem, uprzednio dokładnie zamykając drzwi wejściowe. -Nie jest aż tak źle, żebym zbankrutował. Serio. Ten tydzień z tobą wart jest każdych pieniędzy.

-Jejku, dziękuję, Harry! - podskoczyła, aby cmoknąć mój policzek. -Tu jest prześlicznie. Wszystko jest tak pięknie umeblowane i w ogóle.

-Chcesz zobaczyć resztę?

-Jasne! - krzyknęła zadowolona i oprowadziłem ją po całym apartamencie. Na końcu została nam do obejrzenia sypialnia. -Wow, jakie wielkie łóżko. Ogromne. Chyba z 5 osób mogłoby się tu zmieścić. I ile tu poduszek! - zaszczebiotała, wzięła rozbieg, zdejmując wcześniej buty i rzuciła się na łóżko. Prawie utonęła w takiej ilości puchatych poduszek. Po chwili jednak szybko z niego zeszła ze zdziwioną miną. No tak, mogłem się tego spodziewać.

-To wodne łóżko, nie masz się czego bać. - uspokoiłem ją, powstrzymując śmiech.

-Ale ono jest takie... dziwne.

-Nie bój się. Chodź, pokażę ci, że jest bezpieczne. - sam usiadłem między tysiącami poduszek i posadziłem sobie niepewną dziewczynę na kolanach. Kurczowo trzymała się mojej szyi, jakby w tym łóżku mieszkały wygłodniałe piranie i mogły ją pogryźć. Delikatnie rozbujałem się na nim. -Widzisz? Nic się nie dzieje. Nie masz się czego bać.

-Do tego już się przekonałam, teraz bardziej się boję tego, że będę tu sama z tobą. I to przez tydzień.

-Eee.... dlaczego? - przekręciłem głowę na bok, robiąc minę niewinnego dziecka, jakbym zupełnie nie wiedział, o czym mówi.

-Bo to ty masz kartę od apartamentu i nas tu zamknąłeś, więc jestem zdana na ciebie i możesz wyczyniać ze mną różne rzeczy. A nigdy nie wiadomo, co ci strzeli do głowy. - spojrzała na mnie kokieteryjnie.

-Hmm... masz rację. To mnie przekonuje. Faktycznie mogę robić z tobą przeróżne rzeczy, na przykład takie. - uśmiechnąłem się zawadiacko i przechyliłem nas oboje na materac, odrzucając uprzednio przeszkadzające poduszki. Położyłem dziewczynę pod sobą i zostawiłem kilka mokrych pocałunków na jej szyi. Na koniec lekko zassałem skórę pod linią szczęki, co zostało okraszone wdzięcznym jęknięciem. Podniosłem się i podziwiałem, jak Domi z trudem łapie oddech. -No, na przykład takie rzeczy.

***


-Wow, kolacja przy świecach i kominku... i to przepyszne jedzenie... Już nie wspominając o tym hotelu dla milionerów. Harry, jesteś niesamowity. - dziewczyna wytarła usta serwetką i oparła się na krześle.

-To może teraz czas na deser? - zajrzałem do lodówki. Jest. Taki, o jaki prosiłem. Czasem dobrze jest mieć znajomości wśród personelu hotelu. Jest też szampan. I świetna kolacja. I fajnie urządzony apartament. Wszystko tak, jak miało być. Wyjąłem tort z lodówki i postawiłem na stole, zapalając świeczki zapalniczką. -Wszystkiego najlepszego, kotku. - uśmiechnąłem się szeroko i sięgnąłem o kieszeni marynarki po breloczka ze słonikiem, który dałem jej do ręki. Obróciła go w palcach z radością w oczach.

-To dla mnie? Jejku, słodziaśny jest.

-Jaki? - nie wiem, czy dobrze usłyszałem.

-No słodziaśny. - powtórzyła, jak gdyby to nie było dziwne słowo nawet w najmniejszym stopniu. Już nauczyłem się mówić po polsku "słodki", ale słodziaśny? To chyba jakiś synonim. Istnieje w ogóle takie słowo?

-Dobra, nieważne. Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki.

Długo się zastanawiała i w końcu mocno dmuchnęła.

-O czym pomyślałaś?

-O tym, żeby było zawsze tak, jak jest teraz. Żebyśmy byli taką fajną paczką, jaką jesteśmy teraz i aby nic się nie zmieniło. Bo teraz jest najlepiej, my z naszymi przyjaciółmi. A ten piękny breloczek przypnę sobie do torebki na szczęście. Albo do komórki. Wiesz, on nawet trochę przypomina mi ciebie. - dokładnie mu się przyjrzała.

-Mnie? Dlaczego? - zapytałem zdziwiony.

-Nie wiem. - wzruszyła ramionami. -Po prostu jest do ciebie podobny.

-Jestem podobny do słonia?! - oburzyłem się. Pokręciła głową.

-Do słodziaśnego słonika. - poprawiła mnie.

-"Szłodziasznego"... - postarałem się z trudem powtórzyć. Kurde, czemu polski musi być taki trudny? Kiedy już dziewczyny nauczą nas jakiegoś słowa, które wydaje nam się trudne i myślimy, że to było w ich języku najtrudniejszy wyraz, za chwilę słyszymy jeszcze gorszy. -Przecież tego nawet nie da się wymówić.

-Oj, Harry. - wstała i podeszła do mnie rozbawiona, po czym zarzuciła mi ręce na szyję. Ulokowałem swoje na jej talii.

-A jak masz zamiar mi podziękować za dzisiaj?

-A tak. - sięgnęła dłonią za mnie i nabrała na palec śmietanę z tortu, po czym umazała mnie nią na nosie i policzkach. Roześmiała się i próbowała się wyrwać z moich uścisków, ale przytrzymałem ją.

-Jesteś okropna. Więcej cię nigdzie nie zabiorę. - szepnąłem jej do ucha i przy okazji wytarłem swój policzek o jej. Jęknęła niezadowolona i to tylko mnie zachęciło do dalszego droczenia się. Nadal mocno ją trzymałem, ale lekko odsunąłem nasze klatki od siebie, by mieć większy dostęp. Ubrudzonym nosem przejechałem między jej obojczykami i w ten oto sposób była pięknie usmarowana w śmietanie.

-Harry... - jęknęła marudnie.

-Okej, już się poprawiam. - sięgnąłem dłonią w stronę ciasta i przyłożyłem ją do dekoltu Dominiki.

-Ej, no... - skrzywiła się. Spodobała mi się ta zabawa i dalej mogło być tylko ciekawiej.

-Nie o to ci chodziło? - udawałem zdziwionego.

 -No dobra, poprawię jeszcze raz. - przejechałem językiem po jej policzku, po czym zlizałem też śmietanę z dekoltu. Wyraźnie ją to podnieciło, co wyczułem po szybciej bijącym sercu i urywanych oddechach. No cóż, warto na przyszłość pamiętać o śmietanie.

-Może pójdziemy dokładniej wypróbować łóżko i zwiedzić sypialnię? I wypróbować też tą zabawę na różnych innych częściach ciała? - szepnąłem, gładząc dłońmi talię. Skinęła głową i uniosłem jej drobne ciało do góry, oplatając sobie nogi wokół pasa. Zaniosłem ją do pokoju i postawiłem przy łóżku. Wsunąłem dłonie po sukienkę i zacząłem gładzić wewnętrzną stronę ud, nie przestając jej namiętnie całować. Westchnęła w moje usta i wycofałem swój ruch, przekładając go na później. Uśmiechnąłem się cwaniacko zadowolony z siebie. Złapałem za suwak i pewnym ruchem pociągnąłem go w dół, po czym zsunąłem materiał z ramion osoby, która teraz stała przede mną w samej bieliźnie i zarumieniona przygryzała wargę. Chwyciłem za dół mojej koszulki i przeciągnąłem ją przez głowę, rzucając zdecydowanym ruchem za siebie. -Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. - szepnąłem, delikatnie przygryzając płatek ucha. Nakazałem jej usiąść na skraju łóżka i odsunąłem się na środek pomieszczenia.

Nie spuszczając wzroku z tej zawstydzonej, ślicznej twarzy, odpiąłem pasek i guzik, a następnie rozpiąłem rozporek i ściągnąłem z siebie spodnie. Liczyłem na coś w rodzaju zachwytu, pisku, nie wiem. Czegoś zupełnie innego niż tej reakcji, jaką od niej uzyskałem. Szeroko otworzyła oczy i usta, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Wreszcie odważyła się coś z siebie wydusić. Odetchnęła głośno i przełknęła ślinę.

-Um... Harry, czy ty... no ten.. czy ty masz na sobie.. stringi?

-Tak. Kupiłem specjalnie dla ciebie na tą okazję. - odparłem, nie rozumiejąc jej zdziwienia. Przecież to całkiem normalne. W jednej sekundzie zmieniła minę i głośno parsknęła niekontrolowanym śmiechem, pokładając się na materacu. Akurat to było do niej podobne. Zawsze nagle wybuchała śmiechem i nie mogła się powstrzymać, ale czemu teraz? Zacząłem żałować tego, co zrobiłem. Stałem upokorzony na środku pokoju w samych stringach i czułem się jak ostatni skończony idiota. To był kompletny niewypał. Oby tylko się nikomu nie wygadała. Kiedy powie dziewczynom, one przekażą to chłopakom. Ale by mieli ze mnie ubaw. Chociaż w sumie oni nieraz widzieli mnie w takim stroju i za każdym razem ich reakcja była identyczna jak jej teraz. Ośmieszyłem się totalnie przed własną dziewczyną, która wreszcie się opanowała, usiadła i z wielkim trudem próbowała powstrzymać śmiech.

-Zdejmij to z siebie. - poprosiła niemal błagalnie. -Wyglądasz jak palant.

Tak jak prosiła, zdjąłem to i udając obrażonego, podszedłem do niej. Popchnąłem ja na materac i okrakiem zawisłem nad nią, podpierając się rękami po obu stronach jej głowy. Pochyliłem się do jej ucha, delikatnie drażniąc je zębami.

-A za karę, że mnie obraziłaś i wysmarowałaś śmietaną, jestem zmuszony zrobić tak, że jutro nie będziesz w stanie się ruszyć. - szepnąłem ostro, co wywołało u niej gęsią skórkę. Nie była przerażona jak za pierwszym razem, ale chyba nawet jej się to podobało.

-Przeleć mnie, Harry. - spojrzała na mnie zalotnie z dołu. Roześmiałem się i namiętnie pocałowałem jej usta.

-Właśnie to miałem zamiar zrobić, skarbie. - potarłem swoim nosem o jej i zsunąłem się lekko w dół jej brzucha. -Mogę ci obiecać, że tą noc zapamiętasz na długo. - pocałowałem delikatnie skórę pod pępkiem i pewnym ruchem ściągnąłem jej majtki. Westchnęła głośno, kiedy dmuchnąłem zimnym powietrzem. Rozchyliłem jej kolana i pogładziłem miękką skórę ud. Przygryzałem lekko ich wewnętrzną stronę, aż dotarłem do ich złączenia. Zostawiłem kilka dosyć mokrych cmoknięć dookoła jej wejścia. Widziałem, że oddycha z wielkim trudem. Objąłem wargami jej kobiecość i językiem przejechałem po czułym punkcie. Zadrżała.

-Ach...Hazz... - jęknęła ciężko, odchylając głowę do tyłu i zaciskając palce na prześcieradle. Skupiłem się na tym, żeby zrobić jej przyjemność. Delikatnie zassałem "te" wargi i podniosłem się. Leżała na łóżku zupełnie bezradna, z ogromnym wysiłkiem łapiąc oddech. Uśmiechnąłem się sam do siebie, widząc ją w takim stanie i to w dodatku dzięki mnie.

-Powiesz coś? - spytałem, stojąc obok łóżka.

 Podniosła się, opierając plecami o wezgłowie. Spojrzała na mnie, rozpięła stanik i rzuciła nim we mnie.

-Niby po czym mam być jutro taka obolała? Nadal mnie nie bzyknąłeś. - wypowiedziała ciężko, wycierając ręką spocone czoło. Trochę mnie zdziwiła swoją bezceremonialnością, ale szczerze mówiąc tylko czekałem na sygnał.

-Jak sobie pani życzy. - puściłem do niej oczko i usiadłem na brzegu łóżka, wyjmując z szuflady w szafce nocnej srebrne opakowanie, które wcześniej tu włożyłem. Rozerwałem je i wyjąłem zawartość. Co chwilę cmokałem zaintrygowaną dziewczynę, by odwrócić jej uwagę. Rozciągnąłem prezerwatywę na całej długości przyrodzenia i wyjąłem z szafki małą buteleczkę. Wylałem płyn na dłonie i rozsmarowałem go na penisie. -Na pewno jesteś gotowa? - położyłem dziewczynę pod sobą. Pokiwała głową, uważnie się we mnie wpatrując. Pochyliłem się do niej jeszcze bliżej i poprowadziłem palcem wzdłuż zarysu piersi. Powoli się w nią wsunąłem, całując klatkę piersiową.

-Harry? - zapytała niepewnie.

-Mhm? Coś nie tak? - spojrzałem w jej brązowe tęczówki.

-Nie, wszystko ok, ale....gdybyś jeszcze dzisiaj mógł być trochę delikatny...

-Oczywiście, królewno. - uspokoiłem ją i wsunąłem się trochę głębiej, przenosząc usta na szyję. Westchnęła głośno w moje usta, kiedy nasze języki szukały się wzajemnie. Wplotła palce w moje mokre włosy i owinęła sobie wokół nich pojedyncze loki.

-Nie aż tak delikatnie, Styles.

Boże, co za niezdecydowana kobieta. Wsunąłem się mocniej do końca i jęknęła głośno, pociągając mnie za włosy. Tym razem to ja wydałem z siebie gardłowe jęknięcie. Ostro dziewczyna sobie ze mną pogrywa. Nareszcie poznałem tą drugą stronę jej osobowości. Wiedziałem, że już długo nie wytrzyma, ja zresztą też. Ale nam obojgu się to podobało. Nasze biodra zaczęły się stykać i oddalać pod wpływem naszych, a bardziej moich ruchów. Kiedy jęknęła naprawdę głośno, już wiedziałem, że doszła. Wystarczył jej mocniejszy skurcz mięśni, żeby moje spełnienie wydostało się do kondomu. Doszła dla mnie. Ja też. Dla niej. Jutro raczej ciężko będzie jej się ruszyć, więc wysunąłem się z niej i usiadłem, rolując prezerwatywę i wyrzucając ją do kosza. Położyłem się zmęczony obok wykończonej dziewczyny. Patrzyliśmy na siebie jak ludzie, którzy widzą się po raz pierwszy. Pogłaskała mnie po policzku, a ja przesunąłem kciukiem po nabrzmiałym sutku. Przykryłem nas oboje kołdrą i przysunąłem ją do siebie, przytulając do torsu.

-Podobało ci się? - spytałem, głaszcząc odkryte ramię.

-Było wspaniale. I ostrzej niż za pierwszym razem. Dziękuję. Nie tylko za to, ale za cały dzisiejszy dzień. Kocham cię, Harry. - uśmiechnęła się, splatając razem nasze palce. -Wiesz, nawet nie myślałam, że wodne łóżko może być takie wygodne.

-A ja nie przypuszczałem, że taka cicha Domi może tak głośno jęczeć i być taka ostra. Podoba mi się to.

- uśmiechnąłem się bezczelnie, za co została mi zabrana kołdra przez zawstydzoną dziewczynę.









Piosenka do rozdziału:
Harry:
One, two, three!

Straight off the plane to a new hotel
Just touched down, you could never tell
Big house party with a crowded kitchen
People talk shhh but we don’t listen

Louis:
Tell me that I’m wrong but I do what I please
Way too many people in the Addison Lee
Now I’m at the age when I know what I need, oh woah

Wszyscy:
Midnight memories! Oh oh oh
Baby you and me
Stumblin' in the street
Singed, singed, singed, singed!
Midnight memories! Oh oh oh
Anywhere we go
Never saying no
Just do it, do it, do it, do it!

Liam:
Five foot something with the skinny jeans
Don’t look back, baby follow me

Niall:
I don’t know where I’m going but I’m finding my way
Same old shhh, but a different day

Louis:
Tell me that I’m wrong but I do what I please
Way too many people in the Addison Lee
Now I’m at the age when I know what I need, oh woah

Wszyscy:
Midnight memories! Oh oh oh
Baby you and me
Stumblin' in the street
Singed, singed, singed, singed!
Midnight memories! Oh oh oh
Anywhere we go
Never saying no
Just do it, do it, do it!

Niall:
You and me and all our friends
I don’t care how much we spend
Baby this is what the night is fo-o-o-o-or

Harry:
I know nothing's making sense
For tonight let's just pretend
I don’t wanna stop so give me mo-o-o-o-o-o-ore

Wszyscy:
Midnight memories! Oh oh oh
Baby you and me
Stumblin' in the street
Singed, singed, singed, singed!
Midnight memories! Oh oh oh
Anywhere we go
Never saying no
Just do it, do it, do it, do it!
Harry:
Raz, dwa, trzy!

Prosto z samolotu do nowego hotelu
Dopiero wylądowaliśmy, nigdy byś nie powiedział
Wielka domówka w zatłoczonej kuchni
Ludzie gadają bzdury, ale my ich nie słuchamy

Louis:
Powiedz, że się mylę, ale robię to, co mi się podoba
Zbyt wiele ludzi w Addison Lee*
Teraz jestem w takim wieku, że wiem, czego potrzebuję

Wszyscy:
Wspomnienia o północy!
Kochanie, ty i ja
Błąkamy się po ulicy
Śpiewamy, śpiewamy, śpiewamy, śpiewamy!
Wspomnienia z północy!
Gdziekolwiek pójdziemy
Nigdy nie mów nie
Po prostu zrób to, zrób to, zrób to, zrób to!

Liam:
Nieco ponad 5 stóp** [wzrostu] w obcisłych jeansach
Nie oglądaj się za siebie, podążaj za mną

Niall:
Nie wiem, dokąd zmierzam, ale odnajduję swą drogę
To samo gówno, ale inny dzień

Louis:
Powiedz, że się mylę, ale robię to, co mi się podoba
Zbyt wiele ludzi w Addison Lee*
Teraz jestem w takim wieku, że wiem, czego potrzebuję

Wszyscy:
Wspomnienia o północy!
Kochanie, ty i ja
Błąkamy się po ulicy
Śpiewamy, śpiewamy, śpiewamy, śpiewamy!
Wspomnienia z północy!
Gdziekolwiek pójdziemy
Nigdy nie mów nie
Po prostu zrób to, zrób to, zrób to!

Niall:
Ty, ja i wszyscy nasi przyjaciele
Nie obchodzi mnie ile wydamy
Kochanie, po to jest noc

Harry:
Wiem, że nic nie ma sensu
Ale tej nocy udawajmy
Nie przestanę, więc dajcie mi więcej

Wszyscy:
Wspomnienia o północy!
Kochanie, ty i ja
Błąkamy się po ulicy
Śpiewamy, śpiewamy, śpiewamy, śpiewamy!
Wspomnienia z północy!
Gdziekolwiek pójdziemy
Nigdy nie mów nie
Po prostu zrób to, zrób to, zrób to, zrób to!


Ufff..wreszcie napisany. Wiem że czekaliście baaardzo długo, ale tamten tydzień był kompletnie beznadziejny i absolutnie nie miałam czasu na to, a w weekend się rozchorowałam i nie wstawałam z łóżka. Ale mam nadzieję, że wynagrodziłam Wam to czekanie tym długim i jakże ostrym rozdziałem :D Liczę, że się spodobał :)

Harry:
Sądzi, że mógłby spać przez dwa tygodnie, gdyby nie robił nic innego.


Liam:
Piosenka Justina Biebera, którą Liam lubi najbardziej to "Somebody to Love".

Niall:
Podczas występu pewna fanka zapytała go czy mogłaby się do niego przytulić. ochrona kategorycznie zabroniła ale on powiedział: "nie, chcę ją przytulić".

Zayn:
Raz Zayn'owi śniło się, że żenił się z Megan Fox . Gdy się obudził zrozumiał, że chce mieć piękną dziewczynę, a nie seksowną.

Louis:
Kiedy Louis naoglądał się filmów o wampirach, zaczął kąsać Harrego po szyi, co stało się po pewnym czasie uciążliwe.

Mrs. Carrot 




CZYTASZ=KOMENTUJESZ
taka mała prośba :)

niedziela, 2 marca 2014

Gify & imaginy

W tamtym poście wstawiłam Wam mnóstwo najróżniejszych fotek. Mam nadzieję, że podobały się :D Teraz może kilka gifów i imaginów?


IMAGINY OD SWEET_MEGGI

... I pomyśleć że już go nie ma przy mnie. Od ostatniego czasu cały czas o tym myślę , nie umiem przez to spać. Mam ochotę umrzeć ... życie jest już dla mnie skończone. Zaczęłam się przez to ciąć, tylko w taki sposób mogę zadawać sobie ból. Nie chcę niczego oprócz jego obecności, to jest moje marznie lecz nieosiągalne ...Na pewno już o mnie zapomniał, musiał . Przecież to absurdalne by pamiętać osobę, która zniszczyła miłość. Wyciągnęłam kartkę i zaczęłam coś bazgrać : In this time, I've lost all sense of pride I've called a hundred times If I hear your voice I'll be fine And I, I can't come alive I want the room to take me under 'Cause I can't help but wonder What if I had one more night for goodbye? But you're not here to turn the lights off, I can't sleep .These four walls and me. Gdy przeczytałam to zaczęłam znowu płakać. [T.I.] jesteś skończoną debilką !!! Zgniotłam kartkę i rzuciłam ją w stronę kąta pokoju. Moja poduszka byłą już cała mokra od łez ... wyciągnęłam żyletkę z szuflady i zrobiłam kilka kresek na nadgarstku ...Mało co mnie obchodziło co myślą inni i tak mój żywot dobiega końca. Nie chcę się marnować na tym świecie. Nagle do moich uszu dobiegło ciche skrzypnięcie podłogi. 
 -Halo ? - spytałam. Jednak się chyba przesłyszałam, położyłam głowę z powrotem na poduszce i zaczęłam myśleć o tym, co by było gdyby nie ja i moje ego ... mogłam mu wtedy wybaczyć, ale nie ... zachowałam się strasznie chamsko, przecież każdemu może się zdarzyć wrócić strasznie pijanym i coś zacząć bredzić ... Wzięłam znowu żyletkę do ręki i zrobiłam kolejne kilka kresek na nadgarstku, tylko mocniejszych. 
-Odłóż to !!! - usłyszałam czyjś głos, dobiegał z ciemnego korytarza, bardzo się wystraszyłam, przez co żyletka spadła mi na podłogę i nie umiałam jej znaleźć. Podwinęłam koc pod samą szyję i zaczęłam się trząść ze strachu. 
-Kto tam jest ? - spytałam niepewnie i drżącym głosem. Niestety albo stety nie otrzymałam odpowiedzi. Moje ręce zrobiły się lodowate i się trzęsły, a z oczu płynęły łzy. Z cienia powoli zaczęła się wysuwać jakaś postać. W głowie zaczęły układać mi się najgorsze scenariusze. Nie wiedziałam kto to, miał czarny kaptur zaciągnięty na głowę, przez co jego twarzy nie było wcale widać.
-Przyszedłem tu nie bez powodu - ciągle szedł w moją stronę. Moje serce biło 360 uderzeń na sekundę i czułam jakby miało zaraz wyskoczyć. Nie wiedziałam nic ... o co w ogóle chodzi ??? Wszystko było dla mnie jak za wielkim czarnym murem. Chłopak podniósł kartkę z podłogi i ją zaczął czytać. -Chyba wiem co czujesz - powiedział załamanym głosem, gdy przeczytał słowa piosenki, wiersza ... sama nie wiem czego, pisałam co mi serce dyktuje. Podszedł do mnie i chwycił mnie za nadgarstki. W tej chwili ujrzałam te piękne niebiesko-zielone oczy, nawet największy mrok nie jest w stanie zataić jego oczu 
-...Louis ? - spytałam niepewnie. Chłopak tylko zsunął kaptur z głowy i lekko się uśmiechnął. Teraz przed oczami miałam już cały obraz ... mój instynkt jednak się nie mylił. Zaczęłam znowu płakać. 
-[T.I] nie płacz ... proszę - wytarł łzę. Podniosłam wzrok na niego, ale ponownie spojrzałam na dół. -[T.I] popatrz na mnie - podniósł mój podbródek - jestem tu nie bez powodu, dlatego, bo nie umiem bez ciebie normalnie funkcjonować. Cały ten rok bez ciebie był najgorszą rzeczą jaką kiedykolwiek dostałem. [zdrobnienie T.I ] ja cię nadal kocham bez względu na wszystko. Nawet jeśli miałbym wylecieć z zespołu dla ciebie to bym to zrobił - mówił z łzami w oczach. Spojrzałam mu głęboko w oczy i go przytuliłam. Chłopak od razu odwzajemnił uścisk, po czym przywarł ustami do moich. -[ T.I ] kocham cię najbardziej na świecie. [T.I ] wybaczysz mi ? - spytał niepewnie. 
-Lou ty się pytasz czy ja ci wybaczę ... to ja powinnam przyjść do ciebie, to ja powinnam cię przepraszać, ja powinnam cię prosić o wybaczenie ... Kocham cię od zawsze i na zawsze ... dla mnie zawsze będziesz tym kochanym Louiskiem, co się tak troszczy i się martwi o mnie ... Nie umiałabym bez ciebie żyć ... widzisz do czego doszło, gdy ciebie nie było - pokazałam nadgarstki  -Miałam zamiar nawet popełnić samobójstwo ... DZIĘKUJĘ ŻE PRZYSZEDŁEŚ - rzuciłam mu się na szyję. 
-Kocham cię [T.I ] !!! - odpowiedział pewnie - ale obiecaj mi, że wyrzucisz wszystkie żyletki itp. ? -dodał . -Obiecuję ! - przyrzekłam składając pocałunek na jego policzku. Lou odwrócił głowę i złączył nasze usta w pocałunek. 

    _________________________________________________

 Była ciepła majowa sobota , mieliśmy wychodzić z domu właśnie żeby pojechać do kościoła. Siostra mojej mamy wychodzi za mąż . Najbardziej z tego wszystkiego ciekawiło mnie to, jak będzie wyglądał pan młody. Nie znałam go za bardzo. Wiem tylko, że ma na imię Greg i pochodzi z Irlandii. Wyszliśmy wszyscy w pośpiechu z domu i udaliśmy się w stronę kościoła, gdzie miała się odbyć ceremonia. Wszystko było pięknie przystrojone, każda ławka miała przypięte z boku  małe różyczki. Usiedliśmy w wyznaczonej ławce i czekaliśmy aż para młoda wejdzie do kościoła.  Po naszej prawej stronie siedziała rodzina pana młodego. Wyglądali na bardzo wzruszonych dzisiejszym dniem. Nagle organy zaczęły grać marsz weselny, a w środku kościoła pojawiła się para młoda. Denise wyglądała ślicznie, aż łzy pojawiały się w oczach. Nie mogłam uwierzyć w to, że ciocia, którą znam od kołyski wychodzi za mąż. Za parą młodą szła Lily - trzecia  siostra mojej mamy i chłopak o blond czuprynie, dość wysoki. Gdy wszyscy zajęli miejsce zaczęła się ceremonia. Oczywiście gdy padały słowa ,, Ja, Greg Horan, biorę cię Denise Kelly za żonę " wszyscy mieli łzy w oczach. Po zakończeniu ceremonii wszyscy pojechali do restauracji. Moje miejsce było zaraz obok pary młodej. Przede mną siedział ów blondyn.
-Niall - wyciągnął rękę w moją stronę . 
-[T.I] - odwzajemniłam uścisk. 
-Miło poznać - uśmiechnął się słodko - jesteś z rodziny Denise ? - dodał . 
-Tak - odwzajemniłam uśmiech - jestem córką od Caroline, a ty ? - zapytałam. 
-Jestem bratem Grega - znowu się uśmiechnął. Zapadła nagle dziwna cisza, ale całe szczęście podano zupę. Ne byłam za bardzo głodna, więc zjadłam tylko trochę. Mój telefon przez chwilę zawibrował. Spojrzałam na ekran i okazało się, że Nick ( mój chłopak )  wysłał mi sms. Zaraz na mojej twarzy pojawił się uśmiech. On zawsze tak na mnie działał, kocham go. Jednak gdy przeczytałam go do moich oczu momentalnie napłynęły łzy ,, Nie mogę już z tobą być [T.I], to pomiędzy nami już skończone. Nie jesteś dla mnie warta."  Wybiegłam szybko na dwór i usiadłam na jednej z ławek. Dałam upust moim emocjom i rozpłakałam się jak małe dziecko. -[T.I]. wszystko dobrze? - zapytał ktoś. 
-Zostaw mnie samą - warknęłam. 
-Co się dzieje ? - osoba zapytała ponownie. Podniosłam głowę i ujrzałam Nialla. 
-Po co tu przyszedłeś? - zapytałam, dławiąc się łzami.  
-Wybiegłaś z sali z płaczem i się przejąłem - odpowiedział spokojnie - co się stało ? - dopytał . -Zobacz sam - pokazałam mu ekran telefonu. Gdy chłopak skończył go czytać w jego oczach pojawiło się zmartwienie. 
-Współczuję - powiedział, patrząc na mnie. Nie odpowiedziałam tylko przytuliłam się do niego . Dziwnym trafem chłopak odwzajemnił uścisk i pogładził mnie po placach szepcząc ,, będzie dobrze " . Po jakiś 15 minutach uspokoiłam się. 
-Wracamy do środka ? - zapytał. 
-Tak, będą się jeszcze martwić o nas ... - odpowiedziałam. Weszliśmy do sali i usiedliśmy na naszych miejscach. Nagle facet, który prowadził imprezę powiedział, żeby wszystkie dziewczyny / panie. które nie mają męża wyszły na środek sali  i będzie rzucanie welonem  panny młodej. Wyszłam również i ja na środek. Denise ustawiła  się do nas plecami i rzuciła welonem, który przez przypadek  trafił w moje ręce. Kurde czemu  ja ? – zapytałam się sama siebie w myślach.  Teraz pozostało mi tylko czekać na gościa, który złapie muszkę od pana młodego.  Już sobie wyobrażałam jak muszę zatańczyć z tą osobą, a co gorsza ją pocałować. A co jeśli to będzie jakiś stary facet po 40-stce - na tą myśl zrobiło mi się aż niedobrze. Ugh... kto wymyśla takie durne zasady !!! – wzdychnęłam . Z rozmyślań wyrwał mnie głos prowadzącego ,, A oto nasz zwycięzca „.  wskazując na Nialla, który trzymał muszkę w ręce. 
-A teraz proszę naszą nową panna młodą, żeby zatańczyła z naszym nowym panem młodym.  Niall podszedł do mnie. Mogę poprosić do tańca ? – zapytał w dżentelmeński sposób. 
-Tak – uśmiechnęłam się. Poszliśmy na środek  sali i zaczęliśmy tańczyć do powolnej ballady. Gdy taniec się skończył  pora była na pocałunek. Wszyscy goście  zaczęli krzyczeć ,, gorzko „ . Spojrzałam w oczy Nialla i się zarumieniłam.  Chłopak przybliżył się i złożył pocałunek na moich ustach. Ludzie zaczęli bić brawo. Chłopak tylko przewrócił oczami, dając mi znak, że oni przesadzają i  żebym to zignorowała, po czym mnie przytulił. 

___________________________________________________

Jak zawsze pogoda w wrześniu nie należała do najcieplejszych, za oknem padało i w dodatku wiał wiatr. Czekałam na niego już godzinę i nadal go nie było. Zaczęłam się już martwić, w ogóle nie odbierał telefonów i nie odpisywał na sms-y . [T.I] musisz wierzyć, że przyjedzie … Całe jedzenie, które przygotowałam zdążyło już dawno wystygnąć, a w kominku ogień już zgasł i było widać tylko lekko żarzący  się popiół. Siedziałam na kanapie i z nudów zaczęłam oglądać nasze zdjęcia. Przecież to niedorzeczne, by nie przyjechał na swoje urodziny … a może ktoś zrobił wielką imprezę i po prostu Niall zapomniał ? Kurcze, Niall gdzie jesteś – wzdychnęłam, spoglądając na spis połączeń … < 30 razy wybrany numer ,, Nialler  <3 „ >Kurcze, gdzie jest mój Crazy Mofo – wstałam z kanapy i zaczęłam krążyć po dywanie. Podeszłam do okna z nadzieją, że stoi przed domem jego samochód, ale jednak nic … Wszystko tak samo jak było … Kilka kałuży i pochylone drzewa od wiatru … Nagle  ktoś zasłonił mi oczy, przelękłam się i cicho jęknęłam. Poczułam ten wyjątkowy zapach, którego on używał. Odwróciłam się i spojrzała, mu prosto w oczy. 
-Myślałam, że nie przyjedziesz – powiedziałam załamanym głosem. 
-[T.I]  dla ciebie bym nawet morze przepłynął własnoręcznie, żeby do ciebie dotrzeć -  uśmiechnął się szeroko, a ja go mocno przytuliłam – Przepraszam, że się spóźniłem, ale po koncercie fanki zastawiły nasz autokar i nie mogliśmy wyjechać …- zaczął tłumaczyć. -Najważniejsze, że jesteś już – uśmiechnęłam się, a Niall złożył pocałunek na moich ustach. -Tęskniłem za tobą – powiedział, szepcząc mi do ucha. 
-Ja też – odpowiedziałam – a tak poza tym to wszystkiego najlepszego kochanie – dodałam, całując go w policzek. 
-Dziękuje, ale nie chce mi się nawet myśleć o tym, że mam już 20 – uśmiechnął się.   
-Mam coś dla ciebie – sięgnęłam za kanapę i wyjęłam elektryczną gitarę, opakowaną w  papier z napisem ,, Dla mojego Kochanego Niallerka „ . 
-O Boże, kochana to dla mnie ??? – zdziwił się. 
-Tak kochany, wszystkiego NIALLEPSZEGO – uśmiechnęłam się, podając mu prezent. -Ciekawe co to ??? – zażartował. 
-Sam zobacz …-uśmiechnęłam się -  mam nadzieję, że ci się spodoba, długo wybierałam, ale w końcu 20 ma się raz w życiu -  dodałam. Chłopak szybko zdjął papier z instrumentu. 
-Jaka super gitara … [T.I] kocham cię – przytulił mnie mocno. 
-Podoba się ? – zapytałam. 
-Jest zajebista ….  nie mogłem dostać lepszego prezentu … kocham cię – pocałował mnie – zagram ci coś później na niej - dodał. 
-Gdybyś był wcześniej to byś zjadł to wszystko co przygotowałam – wskazałam na stół. 
-Pycha !!! Jeszcze nic nie jest stracone – zaczął nakładać jedzenie na talerz i wkładać do mikrofalówki. Zjadał od razu wszystko co podgrzał. Po 15 minutach już niczego nie było na stole. -Było pycha …genialnie gotujesz, skarbie – uśmiechnął się szeroko – ale czegoś mi jeszcze brakuje – dodał. 
-Wiedziałam, że będzie ci jeszcze mało. Mam coś jeszcze, ale zamknij oczy i nie podglądaj – uśmiechnęłam się, kierując się w stronę kuchni i wyciągając z lodówki tort z napisem ,,wszystkiego najlepszego mój kochany żarłoku !!! „ . Weszłam ponownie do salonu, upewniając się czy blondyn ma zamknięte oczy. Postawiłam tort na stole i pozwoliłam otworzyć oczy chłopakowi. 
-Boże, to dla mnie ??? – zapytał radośnie. 
-Tak…. –  uśmiechnęłam się  – sama upiekłam – dodałam. 
-Oooo …. Już go nie ma. Jeszcze czekoladowy …KOCHAM CIĘ !!! – pocałował mnie w policzek i zaczął jeść tort. -Jesteś najlepszą dziewczyną na świecie – powiedział, całując mnie, a usta miał całe zmazane kremem. 
-Wywnioskowałeś to z tego, że zrobiłam ci  tyle jedzenia na  urodziny ?– zażartowałam. 
-Nie …. Po prostu jesteś idealna pod każdym względem,  a to, że ugotowałaś tyle rzeczy to jeszcze lepiej dla mnie – pogłaskał się po brzuchu – Kocham cię [ T.I ]– zaczął mnie całować namiętnie. 
-Ja ciebie też  Niall – oddałam pocałunek

_______________________________________________ 

A teraz czas na moje, chociaż nie będą tak dobre jak powyższe, bo nie jestem dobra w pisaniu krótkich imaginów, no ale spróbuję.


1.Mówisz chłopcom, że Liam od dzisiaj nie boi się łyżek


2.Wchodzisz do kuchni i widzisz rozsypaną mąkę, potłuczone jajka i wszystko wygląda jak po jakiejś wojnie.
-Kto to zrobił? - wyraźnie przecedziłaś każde słowo, by do nich dotarło, że przegięli.
L: -Harry, jak myślisz, kto to zrobił, hm?
H: -To on. - wskazuje na Nialla.

N: -Nieprawda! To wy! 


3. L: -A ja chcę się przytulić właśnie do ciebie. - wskazuje na małą dziewczynkę.
H: -Nie! Ja chcę przytulaska z Daddy'm!





4. Chłopcy mają wywiad.
R: -Chłopaki, słyszałem, że któryś z was ostatnio podpadł swojej dziewczynie. Który to?


5. *Wywiad*
R: -Chłopaki, co powiecie ludziom, którzy obrażają wasze fanki?

6. Harry ucieka przed tobą.
H: -Daddy, ratuj mnie, ona chce mnie złapać!

7. R: -Chłopaki, wyspaliście się po wczorajszym koncercie?
L: -Nie za bardzo. Harry i [T.I] byli tak głośno....
H: -Zamknij się!

8. Wigilia. Wyszłaś na chwilę po kilka rzeczy, których wcześniej zapomniałaś kupić. Chłopaki mieli w tym czasie ubrać choinkę.
-Chłopaki, ubraliście już.... - zapytałaś od progu, ale zobaczyłaś to i zamarłaś.
Li: -No jasne!
H: -I jak? Podoba ci się?
Lou: -Tym razem to nie był mój pomysł...

9. Ubrałaś się w nową sukienkę i poszłaś pokazać się chłopcom.

10. Lou: -Oj, tak, Liam szaleje za [T.I]. Całe noce o niej gada, kiedy my próbujemy spać.
Li zawstydzony:

11.Jesteś na imprezie z chłopakami i Twoim chłopakiem, Niallem.
N: -A całą dzisiejszą noc spędzę z tą oto panią. - wskazuje na ciebie.
Li: -Uuu..[T.I.], strzeż się. On jest dzisiaj w bardzo niegrzecznym nastroju...

12. Dobrze wiesz, że Harry się w tobie podkochuje, ale nie chce się do tego przyznać. Dopiero na jednym z wywiadów Louis go wydał.
R: -Chłopaki, znaleźliście już swoje drugie połówki?
Lou: -Harry tak, od dawna się podkochuje w [T.I], ale nie chce jej tego powiedzieć, bo jest pierdołą.
H: -Ja? Nie, nie słuchajcie go. On bredzi. - szybko zaprzeczył zawstydzony.

13.Zayn w końcu postanawia powiedzieć wszystkim o waszym największym sekrecie.
Z: -Kochani, pragnę wam powiedzieć, że ja i moja żona [T.I] spodziewamy się naszego pierwszego synka, a Niall będzie jego ojcem chrzestnym!
N: -Serio? Wow, gratulacje, stary.

14.Próbujesz zrobić Liamowi i Harry'emu ładne zdjęcie na ich sesji, ale oni za każdym razem robią głupie miny.

15. Louis podkochuje się w tobie, ale ty o tym nie wiesz.
N: -Ała, za co?!
Lou: -Podglądałeś [T.I], kiedy się przebierała.

16. -Chłopcy, przyjechałam!

17. Chłopcy gadają o tobie.
Lou: -Hazz, jak ci się układa z [T.I[ ?
H: -Lou, ale ja się w niej....
Lou: -Dobra, zamknij się. I tak wszyscy wiemy, że ci się podoba.

19. Jesteś dziewczyną Zayna. Kiedy chłopaki akurat mają sesję, przychodzisz na chwilę popatrzeć. Wszyscy zachowują się normalnie, ale Zen staje się niespokojny, kiedy cię zauważa i nie może się skupić na zdjęciach.


20. N: -Yay! Będę tatusiem!
Lou: -Tak! Horan się postarał i będzie ojcem!



Och, Boże.... Te moje """""imaginy"""""" są okropne. Miałam napisać więcej, ale gdy zobaczyłam, jak mi to wychodzi, pozostałam na 20 xD Chyba więcej nie będę się za to brała i  zostawię to zajęcie lepszym ode mnie, np. Sweet_Meggi czy Weronice z http://takemehomeshufflin.blogspot.com/ i wielu, wielu innym.
Nie gniewajcie się, że są takie beznadziejne. Chyba będę tylko pisać opowiadanie :D
A propo's opowiadania, to rozdział będzie niedługo, ponieważ....., gdyż......, z powodu....., iż..... ummm.. rozdział się nadal tworzy..:D Liczę na wyrozumiałość :D

PS. Jeszcze raz dziękuję Sweet_Meggi za te 3 cudne historyjki :D

Mrs. Carrot