piątek, 10 października 2014

Rozdział 57

*Oczami Nialla*                                                                                      25.12.2014r.

Otworzyłem oczy i, ku mojej uciesze, ujrzałem leżącego obok mnie śpiocha. Wciąż nie mogłem zrozumieć jak można tak długo spać. No... dobra, było jeszcze bardzo wcześnie, ale zazwyczaj Paula i tak wstaje ostatnia w tym domu.

-Paulinko, pora wstać. - powiedziałem łagodnie, gładząc jej policzek, ale nie zareagowała. Powtórzyłem trochę głośniej i dopiero wtedy otworzyła jedno oko. To był jedyny ruch, jaki u niej zauważyłem. -Dzień dobry, księżniczko. - uśmiechnąłem się szeroko, a ona tylko patrzyła na mnie bez najmniejszej reakcji spod wpół przymkniętej jednej powieki. -Musimy już wstać, do Irlandii mamy daleko. Ty się tutaj rozbudź, a ja pójdę się ubrać, wziąć prysznic i trochę spakować, okej? - przyglądałem się jej uważnie w poszukiwaniu jakiejkolwiek zgody i dostałem chyba potwierdzenie w postaci mrugnięcia jednym okiem. Pogładziłem jej ułożone włosy (nadal nie mogę pojąć, jak ona to robi, że nawet rano ma perfekcyjną fryzurę. Jest prawie jak Zayn) i roześmiałem się cicho, wychodząc z pokoju. Kiedy wróciłem po kilkunastu dobrych minutach spodziewałem się, że dziewczyna też będzie gotowa tak jak ja, ale nie była. Leżała w dokładnie takiej samej pozycji, w jakiej ją zostawiłem. Jedyna różnica polegała na tym, że oko, które przedtem niewyraźnie na mnie spoglądało, było teraz z powrotem zamknięte i pogrążone we śnie. Westchnąłem głęboko i przykucnąłem przy śpiącej Paulinie. -Paula, obudź się. Musimy się zbierać. - powiedziałem półgłosem, gładząc jej rękę, ale tak jak poprzednim razem, tak i teraz nie było żadnego odzewu z jej strony. Powtórzyłem to głośniej, i głośniej, i jeszcze głośniej, aż w końcu stwierdziłem, że najprawdopodobniej obudziłem już cały dom. Na tak twarda zawodniczkę trzeba użyć czegoś ostrzejszego. -Lewandowska, wstawaj, trzeba się zbierać! - krzyknąłem, a ona zaspana otworzyła powieki i usiadła na łóżku, przecierając oczy.

-Czego się drzesz?! Słyszę przecież, nie jestem głucha. - mruknęła poirytowana. -I tak już nie spałam. - skłamała, ale wyglądała tak słodko, że nie potrafiłem się na nią gniewać. Usiadłem obok niej, łapiąc ją za rękę.

-Przepraszam, że cię obudziłem, ale musimy się zbierać, bo przegapimy jedyny dzisiejszy samolot.

-A która godzina? - burknęła zaspana.

-6:45. - odpowiedziałem, a ona popatrzyła na mnie zupełnie trzeźwo, co najmniej jakbym spadł z księżyca.

-Która? - powtórzyła z niedowierzaniem, przekonując zapewne w głębi samą siebie, że się przesłyszała. -6:45?!

-Teraz 6:46. - sprecyzowałem rozbawiony.

-Od wieków nie wstawałam o tej porze. - przyznała zszokowana, po czym zamilkła nasłuchując czegoś uważnie. -Słyszysz?

-Co? - zmarszczyłem brwi.

-Csssi..... Słyszysz?

-Ale co mam słyszeć?

-Tę ciszę.

-Słyszę.

-Czyli wszyscy jeszcze śpią! - oburzyła się. -Śpią sobie w najlepsze, bo gdyby nie spali, to by było ich słychać! A ja muszę wstawać o 6:46! - zrozpaczona opadła na materac. Zabawny był widok jej, zachowującej się jak mała dziewczynka.

-Śpią, bo chłopaki mają bliżej do swoich domów niż ja. Nie moja wina, że jestem z Mullingar. - odparłem przepraszającym tonem. -A my musimy zdążyć, bo dzisiaj wylatuje tylko jeden samolot do Irlandii. Jeżeli teraz wstaniesz, to zrobię ci pyszne śniadanie, dobrze? - zachęciłem, na co ona szybko usiadła i cmoknęła mnie w usta, po czym uśmiechnęła się szeroko zadowolona.

-Kochany jesteś.


***


-Dobranoc, dzieci. Miłej nocy.

-Dobranoc, pani Mauro. - odpowiedziała moja towarzyszka.

-Dobranoc, mamo. - zamknąłem drzwi do mojego pokoju i położyłem się na łóżku obok dziewczyny, która opierała się plecami o wezgłowie łóżka i coś robiła na komórce.

-Paulina?

-No? - nawet nie podniosła na mnie wzroku.

-Zostaw to. - poprosiłem, przysuwając się do niej.

-Czemu?

-Są święta, chcę trochę z tobą pobyć.

-No przecież jestem cały czas. - nadal wpatrywała się w ekran.

-Robisz coś ważnego?

-No...

-A co? - akurat. W święta robi coś naprawdę ważnego? Serio?

-Dzwonię do dziewczyn. - przyłożyła urządzenie do ucha, a ja momentalnie je jej zabrałem i rozłączyłem się, nim ktokolwiek zdążył odebrać. -Ej, no! - dopiero teraz zdobyłem jej uwagę.

-Po co do nich dzwonisz? - zapytałem spokojnie.

-No a po co mogę do nich dzwonić? Pogadać. Zapytać, co u nich, co robią. Życzyć wesołych świąt, chociażby.

-O tej porze? Dzisiaj? Jeśli chcesz wiedzieć, dzisiaj to Domi jest w Holmes Chapel, a Patrycja w Doncaster. I obie o tej porze zapewne spędzają miło czas ze swoimi chłopakami. A telefony mają schowane gdzieś głęboko w torbach. Zresztą dopiero wczoraj z nimi gadałaś. Nie widziałyście się tylko jeden dzień. Już zdążyłaś się za nimi stęsknić? - próbowałem przemówić jej do rozumu.

-Ale one są dla mnie jak siostry. - zaoponowała.

-A ja jestem twoim ukochanym chłopakiem i chcę z tobą spędzić ten czas, w końcu musimy nadrobić te dni, kiedy byliśmy pokłóceni. I nie wkurzaj się na mnie bez przerwy.

-Ale Niall, tylko 2 krótkie telefony i dam im spokój. Obiecuję. - poprosiła grzecznie.

-Nie ma mowy. - wrzuciłem jej komórkę do szuflady w szafce nocnej.

-No to co chcesz teraz ze mną robić w takim razie? - zapytała poirytowana.

-Porozmawiać.

-OK, rozmawiajmy. - zaplotła ręce na piersiach czekając na temat.

-Więc..... Podobał ci się dzisiejszy dzień?

-Tak. Oprócz tego, że zabrałeś mi komórkę. - odpowiedziała obrażona, a ja puściłem to mimo uszu i uśmiechnąłem się.

-A smakowało ci irlandzkie świąteczne jedzenie?

-Twoja mama świetnie gotuje. W przeciwieństwie do ciebie.

-A przejdzie ci złość, jak przyniosę pudding, który ci tak smakował? - z uśmiechem uniosłem jedną brew i zobaczyłem jak walczy ze sobą, by się nie uśmiechnąć. Odebrałem to jako zgodę. -To ja pójdę przynieść.

Po kilku minutach przyniosłem miskę z jedzeniem do pokoju, gdzie po turecku na łóżku siedziała Paula i wyglądała jak mała dziewczynka oczekująca na rozpakowanie prezentów.

-Masz? - zapytała podekscytowana, przygryzając wargę, tym samym powstrzymując uśmiech.

-Mam. - usiadłem naprzeciwko niej. -Ale nie mów nic mojej mamie.

-Jasne. Ja o niczym nie wiem. - "zasznurowała" usta i uśmiechnęła się pociesznie. Nabrałem pudding na łyżeczkę.

-Powiedz "aaa...".

-Aaa... - otworzyła buzię, a ja włożyłem jej łyżkę. Zamknęła oczy, delektując się smakiem. -Nie wiem jak to może być takie pyszne. Jestem od dzisiaj wielką fanką kuchni twojej mamy.

Karmiliśmy się nawzajem i po kilku łyżkach dziewczyna zauważyła coś dziwnego. Wyjęła z buzi małą kuleczkę.

-Znalazłaś. - zdziwiłem się.

-Co?

-Migdał.

-No i? - zmarszczyła brwi.

-Będziesz miała szczęście w nadchodzącym roku.

-Hmmm... fajnie. - ucieszyła się po namyśle. -Widzisz, jaka jestem cool? - zabawnie zarzuciła włosami. Nakarmiła mnie i ja też znalazłem migdał.

-Wiesz, co to znaczy? - uśmiechnąłem się znacząco.

-Że będziesz miał szczęście w nadchodzącym roku? - wyszczerzyła się.

-No... to też, ale taka sytuacja rzadko się zdarza, żeby były 2 migdały w jednym puddingu. To znaczy, że będziemy szczęśliwi, ale razem.

-Ooo... - westchnęła rozanielona.

-Ale głównie to znaczy, że jestem cool. - powtórzyłem jej ruch zarzucania włosami, na co rozbawiona uderzyła mnie lekko w ramię.

-Horan, cymbale.

Moje ruchy były szybsze niż umysł i nim się zorientowałem, ona leżała na łóżku, a ja zawisłem nad nią. W jednej chwili całe rozbawienie, przekomarzanie zniknęły, a my patrzyliśmy na siebie jak jeszcze nigdy dotąd. To dosyć dziwne, bo jesteśmy ze sobą już jakiś czas, ale widzieliśmy się zupełnie inaczej niż zawsze. Już nie jak para zakochanych nastolatków, ale...

Moje usta mimowolnie powędrowały na jej wargi, a ona odwzajemniła ten delikatny pocałunek. Wsunęła swoje małe palce w moje włosy, a ja pogłębiłem pocałunek, co wyraźnie jej się spodobało, bo mruknęła cicho. Przenosiłem swoje wargi stopniowo na linię szczęki, szyję, obojczyki i ramiona. Nie śpieszyliśmy się z niczym. Po prostu cieszyliśmy się sobą. Ona w odpowiedzi wsunęła małe dłonie pod moją koszulkę, badając fakturę brzucha i klatki piersiowej. Po chwili dała mi wyraźnie do zrozumienia, że moje ubranie jej przeszkadza i jest w ogóle niepotrzebne. Na jej niemą prośbę ściągnąłem górną część piżamy i lekko się położyłem na mojej partnerce. Ponownie przywarłem do niej ustami, tym razem trochę bardziej intensywnie, co zupełnie jej odpowiadało. Po jakimś czasie uniosłem odrobinę w górę jej koszulkę i pozwoliłem sobie powoli ściągnąć ją razem ze spodniami. Przeszkadzały mi także moje, więc się ich pozbyłem. Zostaliśmy oboje w samej bieliźnie i czułem to napięcie między nami. Ona na pewno też je czuła, widziałem to po jej szybko unoszącej się i opadającej klatce piersiowej. Sam nie wiem czy chciałem posunąć się o krok dalej. Być może tak, ale bałem się przekroczyć jakąś niewidzialną, cieniutką granicę. Ale na pewno nie zrobię tego bez jej wyraźnej zgody. Było tak cicho, że wyraźnie słyszałem szybko bijące serce Pauli.

-Niall... - westchnęła cicho.

-Tak? - spojrzałem w jej oczy opierając się rekami po obu stronach głowy.

-Nie jestem pewna, czy powinniśmy...

-Ja też. - przyznałem szczerze, nie ruszając się.

-Tylko że.... - zawahała się.

-No?

-....Cholernie mi się to podoba. - przełknęła ślinę.

-Mnie też. - ponownie przytaknąłem.

-No to co teraz? - zapytała niepewnie, ale wyczułem w jej głosie nutkę nadziei.

-Nie wiem.

W dalszym ciągu nie ruszaliśmy się, patrząc sobie w oczy w ciszy. Po chwili odezwała się już pewniej.

-Nie zrobimy niczego głupiego.

-Nie zrobimy. - potwierdziłem. -Kocham cię.

-Ja ciebie też. - uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłem uśmiech. Patrząc jej w oczy, powoli rozpiąłem stanik i odrzuciłem go na bok. Następnie również powoli zdjąłem majtki i chciałem zrobić to samo ze swoimi, ale złapała mnie za rękę. -Zostaw. Ja chcę. - oznajmiła i nieśmiało zsunęła moje bokserki. Zbadaliśmy się wzrokiem, po czym delikatnie musnąłem ustami gładką skórę jej brzucha, a ona cmoknęła lekko mój obojczyk.  To wystarczyło.

-Jesteś piękna. - pocałowałem ją w usta. Najgorszy stres mamy już za sobą.

-A ty jesteś nie tylko przystojny, ale masz przede wszystkim piękną duszę. - tym razem to ona przylgnęła do mnie wargami i przytuleni położyliśmy się na łóżku. Przykryłem nas oboje kołdrą, a ona położyła głowę na moim torsie, ogrzewając swoim ciepłym ciałem moje, po czym zasnęliśmy z uśmiechami na twarzach.


*Rano*


-No, wreszcie jesteśmy. - dziewczyna wysiadła z taksówki, a ja za nią. Stanęliśmy na podjeździe do jej domu  i staliśmy tak przez chwilę. Zerknąłem na Paulę i zauważyłem jak uśmiecha się, ale po jej policzku spływa mała łza. Szybko odwróciłem się do niej twarzą i starłem kciukiem tą kropelkę.

-Hej, ty płaczesz?

-Nie. - gwałtownie zaprzeczyła ruchem głowy, chociaż widziałem jej zaczerwienione oczy. -Jasne, że nie.

-Widziałem.

-Jak zwykle coś ci się przywidziało. Chodź, na pewno już na nas czekają. - chwyciła moją dłoń i pociągnęła w stronę domu. Gdy byliśmy na schodach przed drzwiami, zadzwoniła dzwonkiem. -Tylko się zachowuj. - upomniała mnie. Posłałem jej pytające spojrzenie.

-Przecież ja zawsze się dobrze zachowuję.

-Wczoraj wieczorem nie byłeś zbyt grzeczny. - mruknęła pod nosem, patrząc w drugą stronę. Czułem, jak się rumienię niemiłosiernie, ale równocześnie roześmiałem się, spoglądając na nią z niedowierzaniem. Już miałem wygłosić jakiś sugestywny komentarz, ale usłyszałem zbliżające się kroki po drugiej stronie drzwi, więc sobie odpuściłem.

-I vice versa. Dokończymy to później.

 - szepnąłem w ostatniej chwili i zobaczyłem jak Paulina wpatruje się w swoje stopy i za wszelką cenę stara się nie uśmiechnąć. Delikatny rumieniec wyskoczył na jej policzki i w tym samym momencie w drzwiach ujrzałem wysokiego, szczupłego bruneta z wąsami pod nosem, a obok niego drobniutką kobietkę o przyjaznym wyrazie twarzy. Paula wpadła im w ramiona i dopiero wtedy, kiedy się od nich odkleiła, przedstawiła mnie.

-Mamo. Tato. To Niall Horan, mój chłopak. - z uśmiechem złapała za mnie rękę. Rodzice z lekkim niepokojem popatrzyli na siebie, a potem na mnie.

-Dariusz Lewandowski. - ojciec podał mi rękę i mocno ją uścisnął.

-Niall Horan.

-Agnieszka Lewandowska. - nieco ufniej przywitała się jej matka.

-Cieszę się, że w końcu mogę państwa poznać. - uśmiechnąłem się. Zza drzwi w tym samym momencie weszło dwóch chłopaków. Jeden wyglądał na ok. 15 lat, drugi 3, może 4. Mniejszy od razu wskoczył dziewczynie na ręce i nie chciał się jej puścić.

-Paulinka! Nareszcie wróciłaś! - krzyknął uradowany.

-Piotruś, stęskniłam się za tobą. - wycałowała go. -Zobacz, to mój chłopak, Niall. - wskazała na mnie, a chłopczyk odważnie wyciągnął rękę w moją stronę.

-Cześć. Piotruś Lewandowski jestem i mam 3 latka. - uśmiechnął się wesoło mały blondynek, mówiąc trochę niewyraźnie, przez co był jeszcze bardziej uroczy.

-Cześć. A ja jestem Niall i mam 20 lat. - odparłem rozbawiony widokiem zabawnego malucha.

-A ja jestem braciszkiem Paulinki, wiesz? - zapytał całkiem poważnie, co spotkało się z cichym chichotem wszystkich.

-Serio? - udałem zdziwionego, na co zamaszyście kiwnął głową. -Wow, fajnie.

-A ja jestem Adrian. - przywitał się starszy chłopak.

-Niall. Miło cię poznać.

Po dosyć długich powitaniach poszliśmy do salonu, gdzie czekali dziadkowie Pauli i wspólnie zjedliśmy świąteczny obiad. Jej rodzice już nie wydawali się tacy nieufni jak na początku. Podczas rozmowy dziewczyna na chwilę wyszła i zauważyłem jak jej mały brat podreptał za nią. Po chwili wrócił i podszedł do mnie.

-Niall, chodź na chwilę. - szepnął.

-A gdzie idziemy?

-Do pokoju Paulinki. Coś ci pokażę.

-Dobrze.

-Pokażę ci, ale pod warunkiem, że później pobawisz się ze mną pociągami i samochodami. - podkreślił.

-Z przyjemnością. - obiecałem.

-Tylko cicho. - położył palec na ustach, upominając mnie.

-Csiiiii...


- powstrzymywałem uśmiech. Maluch wziął mnie za rękę i poprowadził do drzwi.

-Wejdź i zobacz. - poradził.

-Mogę? - upewniłem się.

-Mhm. - przytaknął. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem moją dziewczynę ściągającą coś ze ścian. Gdy usłyszała otwierające się drzwi, momentalnie zamarła w miejscu.

-Co ty tu robisz? - naskoczyła na mnie. Zerknąłem za siebie na chłopczyka, który niemo dawał do zrozumienia, żebym o nim nie wspominał. Powróciłem wzrokiem na Paulinę, stojąc nadal w progu.

-Przyszedłem zobaczyć co robisz i jak wygląda twój pokój. - odpowiedziałem. Dziewczyna odetchnęła głęboko starając się trzymać nerwy na wodzy.

-Miał nikomu nie mówić. Piotrek! - krzyknęła, a mały szybko uciekł, głośno się śmiejąc. -Jeszcze cię dorwę! - rzuciła.

-Czego miał nie mówić? - zapytałem.

-Niczego. - bąknęła.

-Tego, że zdejmujesz plakaty ze mną i 1D? - uniosłem brwi, a ona tylko fuknęła. -Wstydzisz się tego, że mnie wielbisz? - drażniłem się z nią. Zgromiła mnie wzrokiem, więc przestałem. -Nigdy nie byłem w pokoju Directioner.

-I jak wrażenia?

-No, całkiem, całkiem. - pokiwałem, rozglądając się. -Nie chwaliłaś się, że wisiałem i nadal wiszę u ciebie w pokoju.

-Och, Niall, dajże już spokój. - przewróciła oczami.


***


-Teraz twoja kolej. - wyszliśmy na spacer i rozmawialiśmy na różne tematy. Było późne popołudnie, a my wracaliśmy już w stronę domu po białym, skrzypiącym śniegu i całkiem mi się tu podobało. -Opowiedz o tobie i dziewczynach. - zaproponowałem, a ona spojrzała na mnie pytająco.

-O mnie i dziewczynach? O czym tu opowiadać? - wzruszyła ramionami.

-O wszystkim.. Jak się poznałyście, kiedy i takie tam.

-No to... - zawahała się. -W sumie  znamy się jakieś 15 lat, czyli większość naszego życia. Znam je, odkąd tylko pamiętam. Chodziłyśmy razem do wszystkich szkół, klas i mieszkamy na jednym zadupiu, a nasi rodzice znają się bardzo dobrze ponad 20 lat. Bawili się na swoich weselach. - uśmiechnęła się. -Widzisz ten szary dach, o tam? - zatrzymała się i wskazała palcem miejsce. Przytaknąłem. -To dom Patrycji. A tam, pół kilometra dalej jest dom Domi. Więc, jak widzisz, od początku byłyśmy na siebie skazane.

-Ale wiesz, takie przyjaźnie rzadko trwają aż tak długo, nawet pomimo tego wszystkiego.

-Jesteśmy trochę inne. Same o sobie mówimy, że jesteśmy zamkniętą sektą, z której nie da się uciec. Za dużo o sobie wiemy. - zaśmiała się.

-Nie tylko ja, ale chłopaki też to zauważyli, że nie jesteście normalnymi przyjaciółkami.

-Co masz na myśli?

-Nie zachowujecie się jak zwykłe przyjaciółki. Nie witacie się buziaczkami, nie pożyczacie sobie ciuchów...

-O, nieprawda. - przerwała mi. -Kiedy Patryśka pożyczyła mi buty, potem przez tydzień mnie bolały nogi. A po jednorazowym założeniu kiecki Dominiki uświadomiłam sobie, że nie lubię chodzić w mini. - dodała ze śmiechem.

-No dobra, z tym jednym wyjątkiem. Ale nie mówicie do siebie "misiu", "słoneczko", tylko.... - nie potrafiłem tego ująć. -..czasem macie jakby męską solidarność jajników.

-Że co mamy? - wybuchła śmiechem. -Męską solidarność jajników? Ty się dobrze czujesz?

-Chodzi mi o to, że czasami zachowujecie się jak faceci. Wyzywacie się, robicie głupie żarty w stylu facetów i wcale się na siebie nie obrażacie, nie gniewacie, tylko po chwili potraficie rozmawiać już poważnie, jak przyjaciółki. To. Jest. Dziwne.

-Wiem. - zaśmiała się. -Ale nie znosimy tych słodzonych, sztucznych przyjaźni. One akceptują mnie taką, jaka jestem, ze wszystkimi moimi dziwactwami, które je nawet denerwują, ale zawsze się wspierałyśmy. Byłyśmy trochę inne niż większość naszych znajomych i pewnie to ukształtowało w nas te zachowania. Ty też wiesz, że możesz całkowicie zaufać chłopakom. U nas jest podobnie.

Szliśmy powoli, myśląc nad tym wszystkim i zauważyliśmy, że zaczęło się ściemniać.

-To co, wyścig do domu? - zaproponowałem.

-Serio tego chcesz? - popatrzyła na mnie podejrzliwie.

-No.

-Jesteś pewien?

-No.

-OK. Jak chcesz. Tylko wiedz, że się pogrążysz.

-Wyprzedzę cię.

-No wątpię... - uniosła z pogardą jedną brew.

-Zobaczymy. Start. - zarządziłem i pobiegliśmy. Wyprzedziłem ją pomimo tego, że było ślisko, gdy nagle mnie zawołała. Zobaczyłem, że leży na śniegu. -Paula, co ci się stało? - zapytałem lekko przerażony, kiedy do niej pobiegłem i wyciągnąłem rękę. Złapała ją i podniosła się przy mojej pomocy. -Wszystko w porządku? - upewniłem się.

-Tak. - odparła. Popchnęła mnie w zaspę, nim zdążyłem się zorientować i pobiegła do domu, śmiejąc się cwaniacko. Co za przebiegła bestia. Gdy doszedłem do drzwi po uprzednim otrzepaniu się z białego puchu, już tam stała.

-No co tak wolno?

-Oszukiwałaś. - zaprotestowałem.

-Nie. To ty za wolno biegasz i nie masz ze mną szans. - uśmiechnęła się z wyższością. -Mówiłam ci, że jestem lepsza.






Piosenka do rozdziału:
Liam:
Been a lot of places
I've been all around the world
Seen a lot of faces
Never knowing where I was
On the horizon
But I know, I know, I know, I know
The sun will be risin' back home

Niall:
Living out of cases
Packing up and taking off
Made a lot of changes
But not forgetting who I was
On the horizon
Where I know, I know, I know, I know
The moon will be risin' back home

Wszyscy:
Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, home
If you ever feeling alone - don't
You were never on your own

Harry:
And the proof is in this song

Harry:
Been away for ages
But I got everything I need
I'm flicking through the pages
I've written in my memory
I feel like I'm dreaming
Oh so I know, I know, I know, I know
That I'm never leaving
No, I won't go

Wszyscy:
Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, home
If you ever feel alone - don't
You were never on your own

Harry:
And the proof is in this song

Louis:
Lights up and they should be on
Even stars in the sky, they're wrong

Zayn:
Short days when the nights are long
When I think of the things I've done

Louis:
Don't matter how far I've gone

Zayn:
I'm always feeling like home

Wszyscy:
Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, (Zayn: don't forget it), home
If you ever feel alone - don't
You were never on your own

Zayn:
Never, never, never home

Wszyscy:
Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, (Niall: Don't forget it), home
If you ever feel alone - don't
You were never on your own (Zayn: You were never)

Harry:
And the proof is in this song

Wszyscy:
Home, (Niall:Don't forget it)
Home, If you ever feel alone - don't
You were never on your own (Zayn: You were never)

Liam:
And the proof is in this song

Niall:
Never forget it - this song

Zayn
Don't forget it

Liam:
No, I'll never forget it
This song

Zayn
You will never
Liam:
Byłem w wielu miejscach
Podróżowałem dookoła świata
Widziałem wiele twarzy
Nie zawsze wiedząc gdzie byłem
Na horyzoncie
Ale wiem, wiem, wiem, wiem,
Słońce będzie wschodzić nad domem

Niall:
Żyjąc na walizkach
Pakując i rozpakowując
Zmieniłem wiele rzeczy
Ale nie zapomniałem kim byłem
Na horyzoncie
Ale wiem, wiem, wiem, wiem,
Księżyc będzie wschodzić nad domem

Wszyscy:
Nie zapomnij, gdzie twoje miejsce, dom
Nie zapomnij, gdzie twoje miejsce, dom
Jeśli kiedykolwiek czułbyś się samotny - nie
Nigdy nie byłeś sam

Harry:
A dowód jest w tej piosence

Harry:
Byłem w drodze od wieków
Ale dostałem wszystko czego potrzebuję
Przeglądam strony,
które zapisałem w mojej pamięci
Czuję się, jakbym śnił,
Więc, wiem, wiem, wiem, wiem,
Że nigdy nie odejdę
Nie, nie pójdę

Wszyscy:
Nie zapomnij, gdzie twoje miejsce, dom
Nie zapomnij, gdzie twoje miejsce, dom
Jeśli kiedykolwiek czułbyś się samotny - nie
Nigdy nie byłeś sam

Harry:
A dowód jest w tej piosence

Louis:
Światła są wyłączone, a powinny być włączone
Nawet gwiazdy na niebie się mylą

Zayn:
Krótkie dni, kiedy noce są długie
Kiedy myślę o dniach, które przeżyłem

Louis:
Nie ważne jak daleko doszedłem

Zayn:
Zawsze czuję się jak w domu

Wszyscy:
Nie zapomnij, gdzie twoje miejsce
Nie zapomnij, gdzie twoje miejsce
Jeśli kiedykolwiek czułbyś się samotny - nie
Nigdy nie byłeś sam

Zayn:
Nigdy, nigdy, och

Wszyscy:
Nie zapomnij, gdzie twoje miejsce
Nie zapomnij, gdzie twoje miejsce
Jeśli kiedykolwiek czułbyś się samotny - nie
Nigdy nie byłeś sam

Harry:
A dowód jest w tej piosence

Wszyscy:
Oh, (Niall: Nie zapomnij)
Oh, Jeśli kiedykolwiek czułbyś się samotny - nie
Nigdy nie byłeś sam (Zayn: Nigdy nie byłeś)

Liam:
A dowód jest w tej piosence

Niall:
Nigdy nie zapomnij - tej piosenki

Zayn:
Nie zapomnij

Liam:
Nie, nigdy nie zapomnę
Tej piosenki

Zayn:
Nigdy nie zapomnisz  

Hej hej hej....
Tak, wiem, że na początku macie zapewne nieodpartą ochotę mnie zaciukać za to, że tyle czasu nie było rozdziału i faktycznie mi się to należy. Ale musiałam zawiesić bloga na ten czas z wielu różnych powodów. Czasem przy braku czasu przychodzi "kryzys twórczy" i totalny brak weny niestety.... Teraz też nie obiecuję, że będą często rozdziały, ale NA PEWNO nie tak rzadko jak teraz. To było chwilowe zawieszenie, o którym Was nie poinformowałam, ale teraz go odwieszam i postaram się to naprawić. Co z tego wyjdzie? Nie mam zielonego pojęcia. Ale OBIECUJĘ Wam, że nie skończę tej historii na jakimś nieokreślonym etapie. Skończę tą historię, choćby nie wiem co. I wyraźnie będzie napisane, kiedy nastąpi koniec. To Wam OBIECUJĘ. Czy się cieszycie? Nie wiem. Zależy, czy lubicie czytać moje wypociny i Wam się one podobają. A teraz pozostaje mi tylko czekać na Waszą opinię i dziękować za cierpliwość ;)

Harry:
"Myślę, że miłe oczy i miły uśmiech sprawiają, że jesteś piękna"-Harry.
Zawsze ma przy sobie co najmniej 3 Twixy. <chyba kiedyś, bo teraz z tych superobcisłych spodniach nawet chusteczki by mu się nie zmieściły xD>



Liam:
Liam potrafi rano tak długo śpiewać "The Lazy Song" dopóki Zayn, w końcu nie zwlecze się z łóżka.
Liam opisuje siebie w 3 słowach: głodny, szczęśliwy, uśmiechnięty.



Niall:
U dziewczyny woli pupę niż nogi czy piersi. <ale chyba najbardziej jednak serduszko... ;'') >
Niall nienawidzi, gdy dziewczyny wstydzą się przy nim jeść.



Zayn:
Zayna ulubiony zapachem u dziewczyny jest wanilia. <wanilia....jak w Cold'zie, hehehe..:D >
Zayn ma zwyczaj gryzienia dolnej wargi. <jak powyżej :D>


Louis:
Louis nie lubi fasolki po bretońsku.
Louis śpiewał kiedyś do Harry'ego : " Nie chcesz, żeby twoja dziewczyna była taka gorąca jak ja ? "





Mrs. Carrot 

PS. Dziękuję Flovmyself za dodanie poprzedniego posta i dzięki wielkie za wywołanie tzw. "zgona" przez te 2 piękne zabójcze zdjęcia na końcu :D

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 56

*Oczami Harry'ego*                                                                                              25.12.2014r.


Po dosyć długiej podróży dojechaliśmy wreszcie do domu moich rodziców. Wysiedliśmy z samochodu i pierwsze, co mama zrobiła, to mocno przytuliła Dominikę. Nie mnie.

-Witaj, słonko!

-Dzień dobry, pani Cox. - dziewczyna odwzajemniła uścisk.

-Anne. - upomniała ją mama z uśmiechem.

-Hello, mamo, ja też tu jestem! - zawołałem. -Ze mną się nie przywitasz?


-Harry, nie bądź zazdrosny o swoją dziewczynę. Ktoś jej musi chwilowo zastąpić matkę. Ja jestem w tym samym kraju co ty, a ona mieszka w innym niż jej rodzicielka. Zrozum. - mama popatrzyła na mnie z politowaniem, po czym przywitała się ze mną czule. -Witaj, mój ukochany synku.


-Ukochany, bo nie masz innego syna. - drażniłem się z mamą, a ona lekko odlepiła się ode mnie, by na mnie spojrzeć.

-Co nie zmienia faktu, że ukochany. - odgryzła się i ponownie, z uśmiechem przytuliła mnie.

Po chwili wskazała ręką na dom, zapraszając nas do środka. Przywitaliśmy się jeszcze z resztą mojej rodziny i po skończonym obiedzie wszyscy się gdzieś rozeszli. Zostałem tylko z mamą i pomogłem jej sprzątać.

-Harry, stęskniłam się za tobą. - odłożyła ostatnie talerze i przytuliła się do mnie.

-Ja za tobą też, mamo. Za wami.

-Tak długo do nas nie przyjeżdżałeś.

-Wiem, przepraszam, ale dopiero niedawno dostaliśmy krótką przerwę od nagrywania. A wcześniej była trasa.

-No tak. - pogłaskała mnie po głowie jak swojego małego synka, przyglądając mi się uważnie z dołu. -Kiedy mój synek tak urósł?

-Nie wiem. - rozbawiony wzruszyłem ramionami i schyliłem się, by pocałować ją w policzek. Wzięła mnie za rękę i usiedliśmy na kanapie.


-No właśnie, jak idzie nagrywanie?

-Dobrze, płyta jest już w połowie skończona.

-A przygotowania do trasy? W końcu będziecie występować na największych stadionach świata przed wielotysięczną widownią. - w jej głosie usłyszałem podziw. Uśmiechnąłem się do siebie.

-Też dobrze. Wiesz, czasami sam nie mogę w to uwierzyć. Nigdy nawet o tym nie marzyłem. Przecież to jest takie niesamowite i ekscytujące. Kurczę, mamo, często budzę się w środku nocy i nadal to do mnie nie dociera. Chociaż to już dla nas codzienność, ale jednak to ciągle jest dziwne. Wiele razy na koncertach, z chłopakami patrzymy na publiczność i doskonale widzę, że wszyscy mamy tą samą myśl : "To niewiarygodne, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy". A to już 3,5 roku i nadal nie możemy się do tego przyzwyczaić i temu nadziwić.

-Wiem, Harry. Jesteś wspaniałym człowiekiem i artystą, tak samo jak chłopaki. Jesteśmy z tatą z ciebie bardzo dumni. Gemma i Robin też. Całe nasze miasto. Jesteście dumą naszego kraju, to jest coś cudownego. A ja jestem dumną matką. Pamiętaj o tym. - pogładziła mnie po policzku. -Ja tez czasem nie mogę uwierzyć w to, że jesteś moim synem. I rodzice chłopców też tak mają. Wy tego nie widzicie, jesteście w ciągłym biegu i do was tak to nie dociera. Waszym rodzinom jest trudniej się do tego przyzwyczaić niż wam. Kochamy cię, Harry, nigdy o tym nie zapominaj. - wstała i pocałowała czule mój policzek.

-Ja was też kocham.

Usiadła z powrotem, zmieniając temat, żeby się nie rozpłakać ze wzruszenia.

-Widzę, że chyba dobrze ci się układa z Dominiką.

-Tak. - uśmiechnąłem się zadowolony. -Bardzo was lubi. I ty też ja polubiłaś.

-No jasne. Nie tylko ja, ale Robin, tata i Gemma. Świetna dziewczyna. Pasujecie do siebie. Cieszę się, że ją poznałeś, może ona cię jakoś doprowadzi do porządku od czasu do czasu i przypilnuje, jak trzeba. - posłała mi znaczące spojrzenie. -Potrzebujesz kogoś takiego jak ona. Pilnuj takiego skarbu, dobrze?

-Mamo...

-Dobrze? - powtórzyła wyraźniej, czekając na odpowiedź.

-Dobrze. - pokiwałem głową.


***


-Jak ci się podobał dzisiejszy dzień? - zapytałem Domi, która położyła się obok mnie na łóżku wieczorem.

-A czy mógł mi się nie podobać? Przecież wiesz, że uwielbiam twoją rodzinę. Z jednej strony chciałabym jeszcze tu zostać, ale z drugiej już się stęskniłam za moimi rodzicami i bratem.

-Obiecuję ci, że jak będziesz chciała, to w wolnej chwili tu przyjedziemy. - uśmiechnąłem się do niej, na co podziękowała mi całusem w policzek. Leżeliśmy tak przez chwilę, kiedy uniosła się na łokciu z poważną miną, wpatrując się we mnie.

-Rozmawiałam z Gemmą, kiedy ty pomagałeś mamie. Opowiadała mi o tobie.

-Tak? I wspominała jakieś obciachowe historyjki z moim udziałem? - zapytałem rozbawiony.


-Też. - przyznała z lekkim uśmiechem. -Ale powiedziała mi też inne rzeczy. - usiadła na łóżku po turecku i spuściła wzrok na palce bawiące się kołdrą. -Czemu nigdy mi nie powiedziałeś o tym, że w przeszłości się ciąłeś? - zapytała, a mnie aż zmroziło. Nie chciałem tego wspominać i nie chciałem, żeby się dowiedziała. A już na pewno nie od kogoś innego niż ode mnie. -Harry, czy ty masz do mnie zaufanie?


-Domi.... - zacząłem po chwili, ale uniosła dłoń, przerywając mi.

-Ufasz mi w pełni? - spojrzała mi prosto w oczy. Odwróciłem wzrok i wstałem, przechadzając się po pokoju ze spuszczoną głową. -Harry? - ponagliła delikatnie, nie odrywając ode mnie przenikliwych oczu.


-Ufam ci, Domi. - bąknąłem po chwili. Podniosła się i podeszła do mnie.

-Spójrz na mnie. - poprosiła łagodnie, ale stanowczo, podnosząc do góry mój podbródek, abym na nią spojrzał. -Kochasz mnie?

-A co to teraz ma do rzeczy? - westchnąłem.

-Dużo. Odpowiedz.

-Oczywiście, że cię kocham, Do.

-To nie brzmiało przekonująco. - pokręciła głową, zaplatając ręce na piersiach.

-Jezu, czepiasz się.... - rzuciłem poirytowany, odwracając się tyłem.


-Harry, nie chcę się z tobą znowu kłócić. - starała się mówić spokojnie, ale wyczułem w jej głosie nutkę poddenerwowania. Odwróciłem się do niej.

-No to po cholerę drążysz ten temat?


-Bo chcę z tobą o tym porozmawiać, czy to tak trudno zrozumieć? - wyrzuciła swoje ręce w powietrze. -Znamy się tyle czasu. Wydawało mi się, że wiem o tobie wszystko, a dzisiaj dowiaduję się takiego ważnego szczegółu. A ty nawet nie masz mi nic do powiedzenia w tym temacie?!

-Okej! - uniosłem się. -Próbowałem się ciąć kilka razy, bo było mi ciężko. Nie byłem prześladowany, bity, czy coś w tym stylu, ale to był taki czas w moim życiu, kiedy to wszystko mnie przerastało. To było dawno, teraz jest już zupełnie inaczej. Żałuję, że wtedy nie pomogłem sobie w jakiś iny sposób i nie pozwoliłem innym pomóc sobie, ale nie mogę cofnąć czasu, przykro mi! Wyjaśniłem ci wszystko i co?! Teraz mnie rzucisz, bo nie chcesz mieć chłopaka psychopaty z problemami?!

Widziałem, że dziewczynę zdenerwowały moje słowa, ale podeszła do mnie i niepewnie przytuliła. Po cholerę chciała o tym rozmawiać?! Nie potrzebuję litości.

-Przykro mi....

-Daj mi spokój. - rzuciłem wkurzony. Domi spięła się, odsunęła i zmroziła mnie wzrokiem.

-Chciałam ci tylko pomóc, cholerny egoisto! Ale jeżeli nie, to radź sobie sam! - odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami.

Bezsilnie opadłem na materac. Nie chciałem się z nią kłócić, ale nie znoszę tego tematu. Westchnąłem głośno i przeczesałem palcami włosy. W sumie niczemu nie jest winna, nie wiedziała. Wziąłem kilka głębokich oddechów i już miałem iść do drzwi, kiedy zadzwoniła moja komórka. Przejechałem palcem po ekranie i zobaczyłem jakiś nieznany numer. Kto może dzwonić o takiej porze w taki dzień?

-Halo? - odebrałem, ale po drugiej stronie była głucha cisza. Ponowiłem swoje pytanie i tym razem odezwał się męski głos.

-Cieszcie się nimi, póki możecie. - po czym roześmiał się donośnie i szyderczo, i rozłączył. O, kurwa. Znowu on. W gardle utworzyła mi się ogromna gula, a serce waliło jak szalone. Czy on nigdy nie da nam spokoju? Komórka zawibrowała, ale tym razem to była wiadomość od Liama.

"Hazz, on znowu się odezwał. Uważajcie na siebie i na dziewczyny."

Co my mamy teraz zrobić? Zadajemy sobie to pytanie od miesięcy. Uspokój się, Harry. Wdech, wydech. Wdech, wydech.... Na razie musimy mieć się na baczności, a później pomyślimy. Po chwili się trochę uspokoiłem i poszedłem szukać Dominiki. Było tak cicho w całym domu, wszyscy już pewnie spali. Zajrzałem do kuchni i zastałem ją zamyśloną, siedzącą przy stole.

-Przepraszam. - aż się wzdrygnęła, kiedy usłyszała mój głos. Wstała, a ja podszedłem do niej na bezpieczną odległość.


-Chciałam tylko wiedzieć o tobie więcej. Myślałam, że skoro jesteśmy parą, powinnam wiedzieć o takich rzeczach. I nie mam zamiaru z tobą zerwać, jeżeli tak myślisz...

-Nie, Dominika. - przerwałem jej, łapiąc za ręce. -Kocham cię. Przepraszam za to wszystko, ale to dla mnie ciężki temat. Już ci powiedziałem, że to był trudny okres i nie jest mi łatwo o tym rozmawiać. Nie chciałem, żebyś dowiedziała się o tym w taki sposób i nie chciałem się z tobą kłócić w taki dzień. Przepraszam.

-Nie gniewam się, Harry. Ja też przepraszam, że nazwałam cię egoistą. Już nigdy więcej tego nie rób, obiecaj mi. - ucałowała moje oba nadgarstki, gdzie na szczęście nie było blizn.

-Obiecuję. - przyciągnąłem jej drobne ciało do siebie i mocno przytuliłem.


***


Wstaliśmy wcześnie rano, pożegnaliśmy się z moją rodziną i pojechaliśmy na lotnisko. Lecieliśmy jakieś 2 godziny i w Warszawie już czekali na nas rodzice i brat Domi. Dziewczyna stęskniona wpadła im w ramiona. Po chwili odkleiła się od nich i stanęła obok mnie.

-Mamo, tato, to jest właśnie Harry. A to moi rodzice i brat Filip. - gestykulowała między nami, a ja uścisnąłem im dłonie.

-Bardzo miło mi was poznać.

-Jestem Zbyszek. Fajnie, że Dominika nam cię przedstawiła. - przyjaźnie uśmiechnął się jej tata.

-Mów mi Magda, Harry. - szczupła kobieta o kruczoczarnych, półdługich włosach, ubrana cała na czarno, rozłożyła lekko ręce, chyba chcąc mnie przytulić. Kątem oka spojrzałem na Dominikę, która dała mi znać, żebym ją objął, więc schyliłem się delikatnie i odwzajemniłem uścisk. -Dominisia mówiła, że jesteś przystojny, ale nie sądziłam, że aż tak. - uśmiechnęła się ciepło, gdy mnie puściła, a ja zawstydziłem się trochę i odrobinę przysunęłam się do dziewczyny.


-A ja już wiem, po kim ona odziedziczyła urodę. - odparłem, na co kobieta roześmiała się i zaprosiła nas do samochodu.

-I jeszcze do tego taki miły. Dominika, ty masz nosa do facetów. - objęła ją jedną ręką i wsiedliśmy do auta. Chciałem usiąść obok mojej dziewczyny, ale jej mama mnie powstrzymała. -Harry, ty usiądź obok mnie, z przodu.

-Magda, ale to ja miałem prowadzić. - wtrącił się jej mąż.

-Ale ty prowadziłeś w w tamtą stronę, teraz ja.

-No, ale...

-Zbyszek, nie pierdol, tylko daj te cholerne kluczyki. - wyciągnęła dłoń, a mężczyzna niechętnie wyjął kluczyki z kieszeni i podał je żonie, po czym spojrzał na mnie złowrogo i usadowił się z tyłu, obok dzieci. Kobieta zapięła pasy, uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie i odpaliła silnik. Podczas drogi do ich domu ani przez chwilę nie było cicho w samochodzie. Cały czas o czymś rozmawialiśmy. Podczas obiadu, kolacji i w przerwach między nimi, było tak samo. Zauważyłem, że to Magda ciągle coś mówiła, za to jej mąż nie odzywał się zbytnio. Od czasu do czasu tylko przytakiwał żonie albo wydawał pomruki, zgadzając się lub nie, ale nie był specjalnie rozmowny. Filip wdał się chyba w ojca, bo nie dość, że wyglądał jak jego dużo młodsza kopia, to zamienił ze mną kilka słów, zagraliśmy razem w dwie gry na X-Box'ie, po czym poszedł do siebie grać na komputerze. Skończyliśmy bardzo późną kolację i oboje pomogliśmy sprzątać ze stołu. Dominika zaniosła do kuchni kilka talerzy, pożegnała się z rodzicami i nie czekając nawet na mnie, poszła do swojego starego pokoju. Czy mi się tylko wydaje, czy ona zachowuje się jakoś... dziwnie? Pomogłem Magdzie i już chciałem iść do dziewczyny, ale jej mama mnie zatrzymała.

-Harry, cieszę się, że wreszcie do nas przyjechaliście.

-Ja też się z tego bardzo cieszę. - odpowiedziałem szczerze.

-Harry... jakby ci to powiedzieć... czy ty chciałbyś z Dominisią tak... na dłużej? - zapytała niepewnie, a mi nagle odjęło mowę.

-Tak.

-A czy planujesz jakieś zaręczyny, ślub czy coś takiego? - zapytała prosto z mostu, a ja znowu nie wiedziałem co odpowiedzieć. Westchnąłem pod nosem i głośno przełknąłem ślinę.

-Wiesz, oboje jesteśmy bardzo młodzi, robimy karierę. Chcę z nią być, ale to chyba za wcześnie żeby już myśleć o takich rzeczach... - palnąłem bez namysłu, ale kobieta uniosła dłoń, przerywając mi.

-Okej, nie tłumacz mi się. Rozumiem cię w pełni i zgadzam się z tobą. - potarła lekko moje przedramię, uśmiechając się ciepło.

-Idź już spać, pewnie się nie wyspaliście.

-Niezbyt. - przyznałem. -Dobranoc.

-Dobranoc, Harry.

Przechodząc przez salon pożegnałem się jeszcze z ojcem Domi, ale nawet na mnie nie spojrzał, tylko bąknął coś pod nosem w odpowiedzi. Poszedłem do pokoju i zastałem tam dziewczynę, która już leżała w łóżku. Przebrałem się w piżamę i cicho wślizgnąłem się pod kołdrę.

-Śpisz? - zapytałem szeptem.

-Śpię. - odparła szorstko.

- O, czyli jednak nie śpisz. - zauważyłem z uśmiechem, starając się przyciągnąć ją do siebie, ale odepchnęła moją rękę ze swojej talii.

-Śpij już.

-No daj buzi, nie bądź taka. - przysunąłem się bliżej, ale ona odsunęła się.

-Daj mi spokój. - warknęła. Westchnąłem głęboko i położyłem się na plecach, poddając się.

-O co ci znowu chodzi?

 Odwróciła się do mnie, unosząc na łokciu.

-Jeszcze się pytasz?

-Tak, bo nie mam pojęcia czemu tak się zachowujesz w stosunku do mnie i dlaczego byłaś jakaś inna przy twoich rodzicach.

-Naprawdę nie wiesz? - zapytała poirytowana, na co pokręciłem głową. -"Już wiem po kim Dominika odziedziczyła urodę.", "Ach, przepyszne jedzenie, Magda.", "Magda, jesteś taka zabawna.", "Hahaha, hihihi", "Och i ach".

-Co?! - zmarszczyłem brwi skonsternowany, podnosząc się do pozycji siedzącej, a ona stanęła obok łóżka.

-Ja wiem, że ty masz słabość do starszych kobiet, ale żeby bajerować moją mamę?

-Że co?! - powtórzyłem z niedowierzaniem, starając się ukryć rozbawienie.


-Gówno. - bąknęła. Podeszła do szafy i wyjęła z niej jakieś rzeczy. -Mam ci to dokładnie wytłumaczyć?!

-Ty myślisz, że ja zarywam do twojej mamy? - upewniłem się, powoli nadal nie mogąc w to uwierzyć. Powstrzymywanie śmiechu przychodziło mi z coraz większym trudem.

-Brawo. Wreszcie załapałeś. - podeszła do mnie i wcisnęła mi w ręce kołdrę i poduszkę. -Śpisz na podłodze lub w salonie jak wolisz. - oznajmiła krótko i chłodno. Jeszcze przez chwilę patrzyłem na nią z otwartą buzią, ale po chwili ocknąłem się i odrzuciłem to na bok, śmiejąc się.


-Ty chyba żartujesz.

-Ja żartuję?! Ja? To chyba ty robisz sobie jaja, że zarywasz. - wykrzyknęła.

-Csiii... - uciszyłem ją.

-Co "csiii"?! To mój dom i mogę się wydzierać, ile mi się podoba! - uniosła się.

-Chcesz, żeby twoi rodzice usłyszeli? - zapytałem spokojnie, co ją trochę przekonało.

-... że zarywasz do mojej matki. - dokończyła cicho.

-Domi, ja? - popatrzyłem na nią z politowaniem.


- Nie, ja! - odparła sarkastycznie. - Mój tata na początku cię polubił, ale teraz sama nie wiem czy masz jeszcze u niego jakieś szanse. Jest cholernie zazdrosny o mamę.

Aha, to dlatego tak na mnie patrzył i się nie odzywał.

-No wiesz, ja na jego miejscu też bym był zazdrosny o taką... przebojową kobietę, - podszedłem do dziewczyny i mocno zaplotłem ręce na jej talii, mimo tego, że mi się wyrywała. -gdyby jakiś przystojny, młody, uroczy mężczyzna, taki jak... hmmm... na przykład ja, pojawił się w domu choć na chwilę.


Dominika zgromiła mnie wzrokiem, nadal próbując się wydostać z mojego uścisku.

-Harry, ja już naprawdę nie mam do ciebie siły.

Nie namyślając się długo, przywarłem ustami do jej ust, a ona o dziwo odwzajemniła ten pocałunek, który był tak namiętny, jakby miał być naszym ostatnim. Zwinnym ruchem zdjąłem swoją koszulkę i wsunąłem dłonie pod jej t-shirt. Błądziłem palcami po jej gładkiej skórze pleców i brzucha, aż natknąłem się nagie, drobne piersi.

-Mmm... jesteś bez stanika. - mruknąłem zadowolony, nie przestając jej całować, a ona jakby obudziła się z jakiegoś snu i odsunęła się ode mnie, poprawiając swoją pomiętą bluzkę.

-Nie, nie możemy. - pokręciła głową, wzdychając głęboko.

-Czego?

-Załatwiać wszystkich naszych spraw w ten sposób.

- Czemu?

-Bo staram się być na ciebie zła, ale mi to momentalnie przechodzi, kiedy ty zaczynasz mnie bajerować. - odparła bezsilnie. -Nie umiem się na ciebie gniewać.

-No to się nie gniewaj. - wzruszyłem ramionami, a jej opadły ręce.

-Jak mam się na ciebie nie wnerwiać, kiedy ty zarywasz do mojej matki?

Podszedłem powoli i przytuliłem ją do siebie, ale tym razem nie odpychała mnie, a oplotła rękami moją talię.

-Przysięgam ci, że nie podrywałem twojej mamy. Przykro mi, że tak to wyglądało, ale naprawdę nie miałem takiego zamiaru. Przepraszam. - cmoknąłem ją w czubek głowy, gładząc miarowo jej plecy.

-Przysięgasz? - upewniła się.

-Przysięgam. - odrzekłem i poczułem jak wzdycha głęboko i się uspokaja.


-Nie lubię się z tobą kłócić, a ostatnio coraz częściej to robimy.

-Ale dzięki kłótniom możemy się później godzić. - zauważyłem. -A to bardzo lubię. - szepnąłem z uśmiechem, a ona zachichotała cicho, wtulając się w mój tors.



Hej kochani, tu (niespodzianka) nie Patrycja, tylko jej przyjaciółka. Mrs. Carrot przekazała mi obowiązek dodania rozdziału dla was wcześniej, żebyście nie czekali do jej powrotu. Trochę się zeszło, ale wybaczycie jej i mi to opóźnienie? :)

Jeśli macie ochotę, to wejdźcie na mojego bloga o Harrym "Kiss of death": http://kiss-of-death-fanfiction.blogspot.com/

Lub tłumaczenie z Lukiem Hemmingsem "One Night (Punk Luke Hemmings)", na którym nie ma jeszcze nic, ale czekajcie. A to link: http://one-night-fanfiction.blogspot.com/

Ale najważniejsza informacja to taka, że MAMY JUŻ SETNY POST! YAY! Bardzo szybko to zleciało, więc teraz czekamy na tysięczny haha. Na dzisiaj to wszystko, do następnego posta, który napisze już Patrycja :)

Flovmyself